Menu

Haasanki

Debunkujemy rzeczywistość codziennie od 8:00 do 23:00

Gdyby

johanna_haase

W zasadzie wystarczyłoby niezaistnienie jednego z tych "gdyby". Gdyby prezydent Kaczyński nie uniósł się honorem, czemu premier Polski spotyka się z premierem Rosji w Katyniu, a jego u progu kampanii wyborczej nie zapraszają, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Kancelaria Prezydenta nie wpadła na pomysł, żeby z tej wizyty robić medialny show z transmisją w TVP o określonym timingu, do katastrofy by nie doszło.

800px-Polish_Air_Force_Tupolev_Tu-154_Dmitry_Karpezo-2

Tu-154 nr boczny 101, który uległ katastrofie w Smoleńsku, tu startujący z lotniska w Kijowie w 2008 r.. Fot. Wikipedia/Dmitry Karpezo

Gdyby prezydent Kaczyński nie wrzeszczał na oficera i pilota swojego samolotu w locie do Gruzji w 2008, do katastrofy by nie doszło. Gdyby w tym locie nie leciał kpt. Protasiuk, pilot Tu-154 w locie do Smoleńska, do katastrofy by nie doszło. Gdyby politycy PiS i pracownicy Kaczyńskiego nie szykanowali później pilota, który leciał do Gruzji, do katastrofy by nie doszło.

Gdyby populiści i faryzeusze ze wszystkich partii nie darli zbiorowej faryzejskiej mordy, ilekroć wracał temat kupienia nowych samolotów dla rządu, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Aleksander Szczygło, minister obrony w rządzie PiS, nie zaakceptował anulowania w końcu rozpisanego przetargu na samoloty dla rządu, sam by w Smoleńsku nie zginął, bo do katastrofy by nie doszło.

Gdyby prezydent Kaczyński wstał o planowanej godzinie i nie spóźnił się na samolot, tupolew by nie wystartował z 27-minutowym opóźnieniem, przez co nie było już marginesu czasowego, a na lotnisko weszła mgła, której 27 minut wcześniej nie było, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci nie działali pod presją czasu, timingu relacji TVP i psychologiczną presją obecności dowódcy Sił Powietrznych, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie nie byli sparaliżowani strachem, że wywołają kolejny konflikt dyplomatyczny z naburmuszonym priezidientem Polacziszków i gdyby po konsultacjach z Moskwą i Twerem odmówili zgody na lądowanie/zamknęli lotnisko, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie wdrożono porcesu narodowego zapominania rosyjskiego, i gdyby znajomość tego języka była w załodze lepsza, prawdopodobnie do katastrofy by nie doszło.

Gdyby Arabski odmówił przydzielenia samolotu prezydentowi, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie nacisk polityczny na "sukces wizyty", i gdyby piloci mieli komfort, panowie, nie ma sensu ryzykować, odlatujemy do Mińska i trudno, wszystko się przesunie o 5 godzin, do katastrofy by nie doszło. Gdyby - znów - Szczygło jako szef MON w kwietniu 2007 nie odwołał szkoleń pilotów tupolewa na symulatorach w Moskwie, do katastrofy by prawdopodobnie nie doszło.

Gdyby nie wyszła mgła na lotnisku, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci zastosowali właściwy wysokościomierz, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci nie lekceważyli poleceń i wskazań TAWS, w tym TERRAIN AHEAD, PULL UP, PULL UP, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie mieli jako taki porządek zamiast tego bardaku na lotnisku, niedziałające oświetlenie pasa, niesprawne radiolatarnie, zadrzewione podejście do pasa, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie choć w przybliżeniu znali pozycję samolotu podchodzącego do lądowania, i nie podawali oraz kwitowali błędnych komend, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie "rady" ekipy jaka-40, który lądował wcześniej, tak, spoko, możesz jak najbardziej próbować podejść, być może do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci jeszcze na Okęciu dostali porządną prognozę pogody, pokazującą, że nie ma po co lecieć do Smoleńska, bo nie uda się wylądować, do katastrofy by nie doszło. 

Gdyby Protasiuk nie sądził, że z podejścia można odejść na autopilocie, do katastrofy by nie doszło. Gdyby więc lotnisko w Smoleńsku miało system ILS, do katastrofy by nie doszło. Gdyby polscy piloci wiedzieli, że lotnisko w Smoleńsku nie ma ILS i że bez tego autopilot nie zadziała, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Krasnokutski nie anulował decyzji Plusnina o skierowaniu samolotu na lotnisko zapasowe, do katastrofy by nie doszło. Gdyby załoga podejmowała decyzje po zejściu na "wysokość decyzji", a nie później, do katastrofy by nie doszło.

Niestety, wszystkie te warunki - i liczne inne - zostały spełnione, a gdyby choć jeden z nich nie zaistniał, do katastrofy by prawdopodobnie nie doszło.

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • maciek_r10

    @notka
    Wyliczasz szereg "gdybań" a _wystarczyłoby_ trzymać się sensownie przyjętych procedur i traktować je jako świętość, wtedy nie byłoby potrzeby zastanawiać się nad każdym pojedynczym przypadkiem "a co jeśli...". To nie był efekt jakiegoś fatalnego splotu różnych nieprzewidzianych okoliczności tylko następstwo wieloletnich rażących zaniedbań; nie tylko zresztą w tym nieszczęsnym 36. spl, o czym świadczy wcześniejsza katastrofa CASY.

    @TAWS
    Jeśli dobrze pamiętam to ostrzeżenia generowane przez ten system w tamtym feralnym locie Tu154M z delegacją prezydencką "należało" ignorować. No ale znów, jeśli wskazania jakiegoś przyrządu nie pozwalają na ich jednoznaczną interpretację przez pilota (i o tym powszechnie wiadomo) to jest to już świadome sprowadzanie zagrożenia.

  • mar.mo

    @ maciek_r10
    Mnie w raporcie KBWLLP najbardziej zaszokowała właśnie skala przestępstw, które popełniano w 36 Pułku. Przecież tam latami i nagminnie fałszowano dokumentację i poświadczano nieprawdę. Robili to zarówno piloci (za wiedzą i aprobatą przełożonych, którzy właściwie wprost do tego nakłaniali), jak również sami dowódcy (chociażby poświadczając rozkazami nieprzyznane nigdy danej osobie uprawnienia). Praktycznie nic nie odbywało się choćby trochę zgodnie z procedurami i stanowiło to wymuszoną oczekiwaniami zwierzchnictwa normę. Brak szkoleń na symulatorach, brak ćwiczeń w odpowiednich warunkach atmosferycznych i przy odpowiednim wyposażeniu, brak instrukcji, przekraczanie norm czasu pracy, brak informacji o lotniskach docelowym/zapasowych i warunkach meteo itd. - lista jest bardzo długa.

    Dokładnie nie pamiętam, ale Protasiuk przed Smoleńskiem lądował Tupolewem na lotnisku bez ILS w sumie kilkanaście razy - przy dobrej widoczności (bez zasłaniania kabiny). Dlatego nie miał pojęcia, jak zrobić to w trudnych warunkach w oparciu o przyrządy i improwizował. W ogóle całe jego szkolenie - począwszy od Jaka - to jakaś farsa. Żadnego etapu nie przeprowadzono zgodnie z procedurami, część egzaminów najprawdopodobniej w ogóle się nie odbyła itd.

    @TAWS
    W przypadku Smoleńska należało przełączyć TAWS w tryb "terrain inhibit". Żadnych alarmów nie miało prawa być. No, ale trzeba było to wiedzieć. Tymczasem obsługi TAWS w ogóle nie było w programie szkoleń na Tupolewa. W efekcie radzono sobie "po polsku".

  • Gość: [esox] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Wyliczanka godna "De Impossibilitate Vitae; De Impossibilitate Prognoscendi" z "Doskonałej próżni". Tam zacny profesor Kouska snuł brawurową litanię warunków swoich narodzin, tutaj - gdyby był jednym z pasażerów tupolewa - wysnułby podobną, acz z przeciwnym znakiem, wyliczankę "gdybów" ("De Impossibilitate Mors" ?... niechaj mnie łacinnicy skorygują). Na gdyby - w każdziuteńki wolny dzień...

    Swoja drogą, skoro już tak o śmierci bez przesady, to ona faktycznie nie zna się na żartach, na ILS-ach, na TAWS-ach, nie umie nawet tego co bezpośrednio łączy się z jej fachem: ani pilotów zastraszyć, ani spisku zlecić. We wszystkim trzeba ją wyręczać.

  • janekr

    "Gdyby populiści i faryzeusze ze wszystkich partii nie darli zbiorowej faryzejskiej mordy, ilekroć wracał temat kupienia nowych samolotów dla rządu, do katastrofy by nie doszło. "

    A to dlaczego?

    Ale można za to dodać: "Gdyby ś.p. minister S. nie zabronił brania rosyjskiego 'lidera', nie..."

  • mar.mo

    @janekr
    "A to dlaczego?"
    Jest kilka powodów.
    1. W pakiecie z samolotami musiano by kupić szkolenie pilotów (w tym na symulatorach). Szkolenie takie odpowiadałoby międzynarodowym standardom z uwzględnieniem kluczowych dla tej katastrofy kwestii jak CRM (zarządzanie zasobami załogi, które w Smoleńsku poległo na długo przed uderzeniem w brzozę) czy obsługi "nowoczesnych" systemów typu TAWS. Ponieważ tak się nie stało, szkolono załogi według jakichś wytycznych przyspieszonego szkolenia lotniczego i podręczników z czasów ZSRR czy eksploatacji Tupolewów w PLL LOT.
    2. Kupiono by samoloty mniejsze i bardziej zwrotne od Tupolewa (bo tak naprawdę planowano zastąpienie nimi Jaków). Jeżeli Kaczyński poleciałby do Smoleńska jakimś Gulfstreamem czy Falconem, pilotom _mogłoby_ się udać uniknąć zderzenia (w momencie uderzenia w brzozę samolot powoli zaczynał się już wznosić). Bardziej jednak prawdopodobne, że ze względu na pkt 1. nie zeszliby w ogóle poniżej minimum.
    3. Gdyby prezydent ze względów prestiżowych czy organizacyjnych chciał jednak polecieć "dużym" Tupolewem (pozostałyby w służbie), to i tak zakup nowych samolotów mógłby mu uratować życie. Kupione samoloty odciążyłyby Tupolewy, których nadmierna eksploatacja nie pozwalała między innymi na szkolenie załóg. Mówiono o tym już na długo przed katastrofą. Przykłady odwoływania czy wręcz sfingowania szkoleń "bo trzeba lecieć do Brukseli, a druga tutka czeka na naprawę" są w raporcie.

  • charliebravo

    @a to dlaczego
    Jeszcze jeden powód. Najnowsze samoloty mają dużą część nawigacji/autopilota opartą o GPSa. Są na świecie lotniska, z których bez tego nie odlecisz, bo przestrzeń jest tak ciasno pozawijana ze względu na ruch/procedury przeciwhałasowe, że człowiek nie jest w stanie tego polecieć z wystarczającą precyzją. Oczywiście akurat w Smoleńsku takich podejść/odejść nie ma, nie ma dodatkowej elektroniki i nikt tego nie sprawdzał czy akurat tam mapy się ciut nie rozjeżdżają z rzeczywistością, ale podejście na gołego GPSa miałoby IMHO większe szanse powodzenia niż tak na pałę, jak próbowali.

    Fun fact: podczas drugiej wojny z Saddamem amerykańskie F-16 były w stanie "oblecieć" przy dobrej pogodzie tuż przed burzą piaskową zupełnie "dzikie" lotnisko, zrobić upload tak wyznaczonej ścieżki schodzenia do komputerów kolegów, którzy przylecieli już po nadejściu burzy, i ci ostatni siadali na oślep bez problemów. To było ryzykowne, ale jednak dużo mniej.

  • charliebravo

    @myself
    "Na gołego GPSa" - w sensie że nie z handheld Garmin 12, tylko że "na samolocie wyposażonym w cyfrową mapę świata zintegrowaną z autopilotem a korzystającą tylko z normalnych satelitów dla wyznaczenia pozycji".

  • maciek_r10

    @"W przypadku Smoleńska należało przełączyć TAWS w tryb "terrain inhibit"."

    TAWS i radziecka technika spotkały się niestety na granicy rozdziału tych dwóch żywiołów - granicy intelektualnego zastoju.

    System przepisów pozwalających na bezpieczne latanie z formalnego punktu widzenia stanowi rozwiązanie zagadnienia Bayesa. Można nań spojrzeć jak na pewien obszar w przestrzeni fazowej wewnątrz którego lot uważa się bezpieczny. Jego obwiednia ma postać hiperpowierzchni utworzonych przez każde takie "gdyby". Ilekroć więc wskutek zastosowania tych procedur dochodzi do zneutralizowania którejś z wymienionych przez Ciocię przesłanek do katastrofy, tylekroć składamy swój cywlizacjośmierciowy hołd tysiącom nieznanych ofiar, dzięki którym w te procedury jesteśmy uzbrojeni. Jest rzeczą szczególnie dla mnie zasmucającą, że wypadek rządowego tupolewa niczego nie wniósł do światowej skarbnicy procedur lotniczych.

  • johanna_haase

    @mar.mo

    "W pakiecie z samolotami musiano by kupić szkolenie pilotów (w tym na symulatorach)."

    100% zgody i dziękuję, że mnie wyręczyłeś w odpowiedzi.

    @janekr

    "Gdyby ś.p. minister S. nie zabronił brania rosyjskiego 'lidera'..."

    Możliwe, ale może by był po prostu jeszcze jeden trup? Rosjanie to też nie są mistrzowie szacunku dla procedur. Ale, oczywiście, moja lista wszystkich gdybań nie wyczerpuje.

    @charliebravo

    W zasadzie gdyby cokolwiek zrobili, pewnie by żyli, poza wariantem "zejdźmy szybko jebliwym ruskim samolotem w stronę niewidocznej ziemi". Ta smoleńska historia po prostu mi przypomina, w makroskali, zabawę w "a co będzie, jak spróbujemy złapać piłę tarczową ręką". Czasem się udaje.

    @Jest rzeczą szczególnie dla mnie zasmucającą, że wypadek rządowego tupolewa niczego nie wniósł do światowej skarbnicy procedur lotniczych.

    Do światowych nie, ale w Polsce świadomość, że piloci nie mogą podlegać służbowo nikomu wiezionemu na pokładzie, jakoś zaistniała. Oczywiście, za chwilę znów trafi się jakiś burak z przerostem ego, ale póki co rząd wożą cywile.

  • maciek_r10

    @johanna
    "(...)póki co rząd wożą cywile."

    Jeśli obecne tempo Wielkiego Marszu ku Rokowi Zero się utrzyma, to wkrótce [prophetic mode]jakiś Polak dokona wynalazku koła zupełnie niezależnie od tego anonimowego Sumera i będę o nim uczyć dzieci w polskich szkołach. Stanie się to oczywiście już po tym jak w ramach wielkich robót publicznych dokona się rozbiórki ostatniej inwestycji finansowanej z unijnej szkatuły jako "niespełniającej polskich norm"[/prophetic mode]

© Haasanki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci