Menu

Haasanki

Debunkujemy rzeczywistość codziennie od 8:00 do 23:00

O czym jest ta piosenka: Ale wkoło jest wesoło

johanna_haase

Młodzież szkolna miast i wsi, studenci, a nawet przedstawiciele młodego proletariatu oraz inteligencji pracującej - wszyscy oni nadsyłają do Redakcji listy z licznymi nurtującymi ich pytaniami. Wśród nich często się przewija wątek: słyszałem piosenkę, ale nie mam pojęcia, o co w niej chodzi? Grają coś z lat pradawnych, jakiś Perfect czy Lady Pank, to chyba jakieś kapele przedwojenne, i nie kapuję, o czym oni tam śpiewają, Redakcjo pomusz.

Życzenie Czytelników jest dla nas życzeniem Czytelników, więc oto odcinek pierwszy. Piosenka zespołu Perfect z roku 1981, "Ale wkoło jest wesoło".

 

 

 

Komu auto, komu chatę

Komu awansować tatę 

Komu nie podawać ręki

Komu słowa do piosenki 

O co tu chodzi? Autor zastanawia się nad rozdziałem deficytowych w komunie dóbr. Zarówno auto, jak i chata, czyli samochód i mieszkanie, można było zasadniczo tylko dostać od władz. To władza decydowała, kto będzie mieć prawo i możliwość kupienia sobie (za stosownie obniżoną cenę) samochodu, i to władza decydowała, kto dostanie przed kolejnością przydział na mieszkanie. Pozostali mogli odkładać kasę na specjalnych książeczkach i czekać 10-12 lat na auto i 20-30 lat na mieszkanie (w praktyce i w większości przypadków wkłady mieszkaniowe zakładane w owym 1981 nie zostały do upadku komuny zrealizowane).

Awans "taty" to też jeden z elementów komunistycznej rzeczywistości - kto był odpowiednio uległy wobec władzy, ten mógł liczyć na awans (i przywileje). Dziecko takiego "taty" było w szkole od razu zauważane - miało lepsze ciuchy, lepsze kanapki, lepsze zabawki, lepsze wakacje, a często i lepsze oceny, bo przecież nauczyciele musieli pamiętać. że to syn towarzysza Brochniaka czy innego sekretarza Pamuły.

"Komu nie podawać ręki", to już oczywiste, są wywyższeni przez władzę, więc są i poniżeni, których lepiej nie znać. "Komu słowa do piosenki", tu autor ma na myśli fuchy, jakie swoim przydupasom zlecała władza, wazeliniarz mógł liczyć na intratne zlecenia, np. fuchy na różnych festiwalach np. pieśni radzieckiej i żołnierskiej.

Oooo
Ale wkoło jest wesoło 
Ooo
Człowiek pracy, małpa w zoo

Człowiekiem pracy nazywano w czasach komuny wybitnych przodowników, pokazywano ich publicznie, wożono na spotkania, organizowano im klakę. Już w czasach stalinowskich zaczęło się tzw. "współzawodnictwo pracy", w ramach którego murarze zgłaszali, że tego dnia położyli 148% albo 312% cegieł więcej w czasie dniówki niż mówi norma, a górnicy wydobywali po 700% więcej węgla. Wyniki były niewiarygodne i rodziły pytania o ich sposób wyliczenia, a czasem i o to, jak się takie "normy" ustala. Dochodziło do tysięcy przypadków patologii (np. cała brygada pracowała na jednego "orła", który dostawał wysoką premię i dzielił się nią z kolegami; w kolejnym miesiącu losowano, kto będzie kolejnym "przodownikiem pracy").

W czasach gierkowskich, kiedy powstał Perfect, takiej szajby jak w latach 40. i 50. już nie było, ale za to władza wdrożyła program lansowania liderów, tzw. DoRo, czyli Ludzie Dobrej Roboty. Portrety wzorowych krawcowych, księgowych i sprzedawczyń wieszano na dworcach i na skwerkach w miasteczkach i wsiach. Bohaterowie DoRo byli pokazywani, no cóż, jak "małpa w zoo", atrakcja dla gawiedzi.


Puste pole za stodołą
Chłop zaprawia - ale jazz

Puste pole za stodołą było synonimem biedy i bylejakości na wsi. Chłopi nie uprawiali ziemi, bo im się nie opłacało: władza skupowała zboże i mięso po cenach odgórnie ustalonych, które zwykle nie miały związku z rzeczywistymi kosztami, więc np. rolnik za worek zboża dostawał 1/3 tego, co wydał na jego wyhodowanie. Opłacało się hodować i sprzedawać pokątnie, "na czarno", ale oczywiście nie na widoku władz, więc nie "za stodołą", gdze mógłby to ktoś zobaczyć. Wg oficjalnych statystyk indywidualne gospodrstwa rolne produkowały żywności (mięsa, zboża, roślin oleistych, warzyw, owoców itd.) MNIEJ niż zużywały. Nadwyżka brała się z wiecznie krytykowanych i niedoinwestowanych Państwowych Gospodarstw Rolnych, które dysponując 20-30% ziemi w Polsce, produkowały 50-60% mięsa, 80% oleju rzepakowego, 70% ziarna siewnego itd.

"Chłop zaprawia" - ten cytat odnosi się, droga młodzieży, wcale nie do zaprawiania jakichś potraw, tylko do przyrządzania bimbru, nielegalnego alkoholu pędzonego pokątnie na wsiach (i nie tylko, ale tam łatwiej było to ukryć). "Zaprawianiem" nazywano przygotowanie zacieru na bimber.

"Ale jazz", no cóż, i dziś mówi się o czymś ekscytującym, że jest "jazzy", tamten "jazz" oznaczał bardziej "ale jaja".


Jak naprawdę jest - nikt nie wie 
Kornik ryje dziurę w drzewie 
Elektronik kradnie w Tewie
A chłop pije - ale jazz

Pierwsze dwa wersy nie niosą żadnego wybitnego przesłania, poza może nawiązaniem do doniesień prasowych w owym czasie, że mamy plagę kornika, i że masowo giną lasy, a nasi dzielni agrolotnicy opryskują ze z helikopterów. Gradacje kornika zdarzają się cyklicznie co kilka lat, w 1980 też była (ministrowi Sz. do sztambucha). W czasach wczesnej komuny naturalne występowanie szkodnika było od razu katastrofą narodową na skalę plagi, stonka ziemniaczana była wynikiem podstępnego spisku dywersantów z imperialistycznych USA, kornik zaś trzebił polskie lasy, by storpedować nasze sukcesy eksportowe w produkcji mebli dla Ikei (które były nie do kupienia w Polsce) oraz zagrozić napiętym planom produkcyjnym kombinatu meblarskiego w Swarzędzu. Za Gierka trochę to znormalniało, kornik z wroga ludu stał się zjawiskiem naturalnym, jak kradnący elektronik albo pijany chłop.

 Zrzut_ekranu_20160623_o_02.45.36

"Elektronik kradnie w Tewie", no cóż, Tewa to była fabryka tranzystorów zbudowana za komuny przy ul. Komarowa, obecnie ul Wołoska w Warszawie. Za Gierka nakupiono dla niej różnych licencji, i jak donosi Wiki: "(...) W 1977 rozpoczęto w TEWIE produkcję układów cyfrowych TTL średniej skali integracji. W roku 1975 rozpoczęto pracę nad układami MOSFET wielkiej skali integracji (LSI) i w 1976 wyprodukowano prototyp pierwszego układu (rejestr przesuwny). W 1982 uruchomiono produkcję klona 8 bitowego mikroprocesora Intel 8080, za co zespół pracowników Instytutu Technologii Elektronowej i Fabryki Półprzewodników TEWA otrzymał nagrodę "Mistrz Techniki 1982"[4]." (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tewa).

605px-Tewa_tranzystory_germanowe

By Topory (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 4.0-3.0-2.5-2.0-1.0

 

Elektronik zatrudniony w Tewie, który chciałby dorobić na boku, musiał kraść z zakładu części i sprzedawać je na tzw. czarnym rynku lub wykorzystywać je do montowania w warunkach domowych jakichś swoich urządzeń. Miałam znajomego, który z takich części montował czujniki wody, które włączały alarm, jak się napełniło wannę powyżej określonego poziomu, co miało chronić przed zalaniem mieszkania i oszczędzać wodę. Był to ostatni krzyk półprzewodnikowej nowoczesności, nie wiem tylko, po co to było komu (nie znałam nikogo, kto by tego używał). Czemu elektronik kradł, zamiast kupić? Bo np. kupić się nie dało, całość produkcji brał przemysł, albo może i by się dało, ale po co kupować, jak w kieszeni roboczego mantla można wynieść 30 takich tranzystorków.

Chłop pije - no cóż, pijaństwo było w PRL niesamowitą plagą, nawet Kościół apelował, zwłaszcza na wsiach, o umiar, bo zwłaszcza w okresie żniw chłopi padali jak żyto do kombajnu, sierpień miał być kościelnym "miesiącem trzeźwości", ale apele odnosiły słaby skutek, polskie wsie i miasta zwłaszcza w latach 70. to było apogeum pijaństwa, co ciekawe, w 1980 i 1981 spożycie alkoholu mocno spadło, ale potem znów wzrosło: w 1984 Polska była na pierwszym miejscu na świecie pod względem spożycia alkoholu na głowę.


Z kim nie wolno pić, z kim gadać 
Co we środy można jadać 

Pierwszy wers dosyć jasny, w kontekście tego wcześniejszego "niepodawania ręki", drugi jest ciekawy. Oczywiście, wiemy, że względy religijne nakazują katolikom powstrzymywać się od jedzenia mięsa w piątki, judaizm ma swoje zasady trzech posiłków w szabas, ale komuna ten kalendarz wzbogaciła o tzw. "dni bezmięsne".

Pierwotnie pierwszym "dniem bezmięsnym" był poniedziałek, tłumaczono to niemożnością zapewnienia świeżego mięsa. Przy braku w komunistycznym PRLu wystarczającej liczby chłodni większość mięsa z rzeźni w ciągu 24 godzin musiała trafić na rynek. Mięso w poniedziałek w sklepie musiałoby pochodzić z uboju w niedzielę - kiedy rzeźnie nie pracowały, więc w poniedziałek mięsa nie było. Mięso z uboju sobotniego prawdopdobobnie by się zdążyło zepsuć, bo nie było go jak przechować (oczywiście w dużych miastach były chłodnie, ale już w miastach powiatowych był z tym problem).

W kolejnych latach, już za Gierka, doszła do tego jeszcze "bezmięsna środa" - mięsa było po prostu tak mało, że próbowano jego braki uzasadniać ideologią, i środy były "dniami potraw mącznych" - w restauracjach, barach, stołówkach szkolnych i zakładowych podawano w środy kluski na parze, kopytka, pierogi z kapustą, makarony itd., byleby nie zawierało toto mięsa. Stąd "co we środy można jadać".

O kim milczeć, o kim pisać 
Kogo skarcić za Hołdysa

Tu taka drobna aluzja do cenzury, która sugerowała twórcom i mediom, o kim mają mówić, a o kim lepiej nie. Można więc było opisywać sukcesy takich tuzów literatury jak np. Maria Osiadacz (o której żartowano, że dostaje nagrody za same inicjały), a lepiej było nie wspominać np. o Lechu Jęczmyku, który był dla władzy niemiły.

Kto jest winien, kto nie winien 
Kto na serce paść powinien 

Ta zwrotka w zasadzie jest prosta, pierwszy wers to rozważanie, kto "jest winien", czyli odpowiada za opisany wcześniej stan - w 1981 trwały już w PZPR wewnętrzne rozliczenia i towarzysze się nawzajem oskarżali, kto powinien odpowiedzieć za sytuację, za kryzys, "Solidarność", etc. "Kto na serce paść powinien", to takie nawiązanie do sowieckich metod rozliczeń, kiedy towarzysza odsuwano od stanowiska, a w eter szła wiadomość, że stało się tak w związku ze złożeniem przez niego stanowiska z powodu słabego zdrowia. Złośliwi mówili, że ostatnie słowa umierających na zawał komunistów to "towarzysze, nie strzelajcie", ale rzeczywiście takie tajemnicze przypadłości zdrowotne zdarzyły się i Chruszczowowi, i Gomułce, i Gierkowi, i wielu innym.

Gierek, co ciekawe, rzeczywiście "padł na zawał" kilka miesięcy przed nagraniem tej piosenki. 5 września 1980 roku, 5 dni po podpisaniu Porozumień Sierpniowych i zalegalizowaniu "Solidarności", Gierek miał w nocy zawał i trafił do szpitala MSW. Jeszcze tej samej nocy zebrało się Biuro Polityczne PZPR i postanowiło o odebraniu mu wszystkich godności i stanowisk, a od 6 września 1980 I sekretarzem PZPR był już Stanisław Kania.  Bliski współpracownik Gierka, I sekretarz wojewódzki PZPR w Katowicach, Zdzisław Grudzień, który głosował w 1980 za jego usunięciem, skończył gorzej - kiedy w 1982 był internowany, wraz z innymi partyjnymi aparatczykami, doznał zawału i zmarł, bo nikt nie chciał go ratować (koledzy Gierka mieli mu za złe i wezwano pomoc za późno). Więc "padanie na zawał" było zrozumiałą w tamtym czasie aluzją polityczną.

Kto za utwór zaś niniejszy 
Zespół nasz uczyni mniejszym

Tu znów aluzja do wszechwładnej cenzury i bezpieki, które w tamtych czasach mogły orzec na przykład, nie, panowie z Perfectu, możecie sobie dalej grać, ale już bez tego całego Hołdysa, jak on dalej będzie w zespole, to nie dostaniecie już nigdy zgody na koncert, żadna wytwórnia płytowa nie nagra wam żadnej płyty, będziecie tylko chałtury po weselach dawać. W 1981 było trochę lżej niż wcześniej, ale nadal można było podpaść i trafić na indeks artystów zakazanych. W końcu nawet w 1984 Kora i Manaam trafili na taką listę i Niedźwiecki miał problem, jak w Liście Przebojów puścić "zakazane piosenki". 

Ale o tym innym razem.

 

PS. Co ciekawe, oryginalny tytuł piosenki zawiera błąd ortograficzny, "Ale w koło jest wesoło", tymczasem, jeśli ma to być "wokół", to poprawną pisownią jest "wkoło". Na płycie Perfectu z 1981 tytuł jest z błędem, taka pisownia się też przyjęła przez lata, ale ponieważ jest błędna, ja jej nie używam. Autorzy covera też użyli już poprawnej wersji (mam wrażenie, że tu dają "watę" zamiast "chaty"):

PS2. Jeśli młodzież ma propozycje kolejnych piosenek do analizy, niech je młodzież wpisuje w komentach.

 

Komentarze (20)

Dodaj komentarz
  • vauban

    "Niedźwiedzki miał problem".
    Pamiętam, poradził sobie. Pamiętam też, jak Kaczkowski miał problem z "Take Your Filthy Hands Off My Desert" Pink Floyd. Też sobie poradził, ja miałem to już od jakiegoś czasu zgrane z winylu, więc tylko się roześmiałem.

  • Gość: [bebe] *.cpartners.pl

    Jajako syn eletronika z Tewy :) mogę dodatkowo wyjaśnić, że według ojca muzycy mieli generalny żal do producentów elektroniki o braki komponentów do samodzielnej konstrukcji wzmacniaczy i innych elektronicznych przeszkadzajek. Których TEWA akurat za specjalnie nie produkowała, ale najprawdopodobniej chodziło o rym. :) Co do kradnięcia, to ojciec twierdzi, że akurat aktywnym rozbojem nie zajmował się :) , ale też w akurat jego dziale nie za specjalnie było co kraść, więc może łatwiej było być uczciwym. Ojciec i jego znajomkowie faktycznie dorabiali sobie konstrukcją różnych elektronicznych gadżetów - zegarów, dzwonków, ale też np. składaniem telewizorów. Kluczowe komponenty należało upolować, i w Warszawie jedynym słusznym miejscem do tego celu był (targ) Perski, przez laików zwany Wolumenem. :] Jeżeli chcecie sobie obejrzeć żywego Elektronika Z Tewy, to polecam przejść się po pawilonach tamże (targ w skarłowaciałej formie istnieje po dziś dzień).

  • Gość: [mysz] *.dynamic.chello.pl

    Pozwolę sobie dorzucić wyjaśnienie "po co komu czujnik poziomu wody w wannie" - sprawa banalnie prosta, mieszkańcy wyższych kondygnacji wodę w kranie miewali poza "godzinami szczytu", zwyczajna sprawa - ciśnienie wody za niskie, rury zbyt zarośnięte kamieniem. Woda z kranu leciała była nocą lub w godzinach pracy, i wtedy można było sobie wannę czy inny zbiornik napełnić. Czujnik dawał szansę pobudki przed zalaniem sąsiadów, jeśli ktoś zapomniał, że ten kran, z którego nic nie leci, to jednak odkręcony i o trzeciej nad ranem - poleci...

  • Gość 62.244.153.*

    Fragment "...co we środy można jadać..." został błędnie zinterpretowany. Żaden ustrój nie ma z tym nic wspólnego. Odnosi się on bowiem bo postu. W piątki pościmy, aby uczcić śmierć Chrystusa, we środy zaś dla Matki Boskiej.

  • johanna_haase

    @gość

    Tak, na pewno Perfect w całej piosence odnosił się do sytuacji w kraju i do komuny, a w tym akurat jednym wersie chciał zanalizować obrzędowość maryjną Kościoła kat.

  • Gość: [hlavude] *.adsl.inetia.pl

    Dzięki za rozjaśnienie kwestii zaprawiania - PRL mnie co prawda ledwie zahaczył samą końcówką, ale reszta tekstu była więcej niż jasna, natomiast od dawna zastanawiałem się nad tymi dwoma wersami. Zapewne kwestia lokalna - miastowy jestem, z wsią miałem tyle styczności co na wakacjach pod gruszą, a na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych puste pola za stodołą w podgórskich regionach urlopowych były widokiem raczej rzadkim (po części zresztą z uwagi na rozdrobnienie gospodarstw - mało kto miał własne pole za własną stodołą), natomiast przez "zaprawianie" miejscowi rozumieli też np. wapnowanie czy niektóre rodzaje nawożenia - ale za diabła nie mogłem zrozumieć po co zaprawiać puste pole. No to teraz już wiem... nie pole, cholera, nie pole... ;)

  • Gość: [stalowyszczur] *.static.ziggozakelijk.nl

    ...co do elektroników- głównie kości leciały do "prywaciarzy" naprawiających sprzęt TV. Odpowiednie elementy były dość poszukiwane- ja sam miałem telewizor gdzie układ scalony został zastąpiony przez płytkę drukowaną z tranzystorami i innymi paściami

  • maciek_r10

    Jest to dość zaskakujące, że dzisiaj mamy skłonność patrzeć na PRL jako na wytwór wymyślony nam na Kremlu a nie jako przedłużenie Generalgouvernement, przecież łatwiej w powojennej Polsce doszukać się śladów kontynuacji (instytucjonalnych, organizacyjnych) GG niż tego co było u Sowietów.
    Patrząc na starą Kennkarte Babci widzę, że nowa władza przejęła koncepcję obowiązku posiadania tego dokumentu wprost od okupanta, przystawiono tylko nową pieczątkę. Za II RP dokument typu Dowód Osobisty nie był obowiązkowy i do czego innego służył. Jeśli spojrzeć na dizajn banknotu o nominale 2zł z GG to okaże się, że banknot o nominale 20zł z 1948 był na nim wzorowany. Podobnie do nazistowskich ekspulsji Polaków i Żydów z terenów tworzonego Warthegau, nowa władza z moskiewskiego nadania prowadziła deportacje ludności niemieckiej oraz ukraińskiej z terenów "etnicznie kłopotliwych". Po wyzwoleniu dawny Stalag VIII-B zaadaptowano na miejsce kaźni Ślązaków. Koncepcja Baudienstu znalazła nową formułę w Powszechnej Organizacji "Służba Polsce".
    Czytając "Dark Heart of Hitler's Europe. Nazi Rule in Poland under the General Government" Martina Winstone'a, zrozumiałem, że tak na dobrą sprawę to za okupacji zaczęło się trwające do końca PRL-u olewanie pracy. Nominalnie było się w pracy, ale z uwagi na dojmujące braki w zaopatrzeniu faktycznie polowało się po sklepach na towar, który mieli akurat rzucić. W czasie okupacji szło się na czarny rynek, albo organizowało wyprawy na wieś po rąbankę. W GG była to nielegalna działalność, ale władze okupacyjne przymykały na to oko, także i dlatego bo same były w to wplątane. Naziści wprowadzając system reglamentacji na terenie GG określali go mianem Planu głodowego. Jego następstwem było ustalenie racji żywnościowych w 1941 roku na terenie GG na następującym poziomie: Polacy - 700 cal/dzień, Żydzi w gettach - 180 cal/dzień, mniejszość niemiecka - 2600 cal/dzień (i dopiero takie racje zaspokajały w pełni dziennie zaspokojenie potrzeb żywieniowych). W roku 1948 żywność reglamentowano nierówno, od 600 cal/dzień dla "pracowników biurowych" do 3700 dla przodowników pracy (dane kaloryczne za wikipedią).
    Robienie fuch w godzinach pracy (wymienianie np. zrobionych własnoręcznie papierośnic na terenie fabryk HASAG-u a później motyczek czy noży z nierdzewki na na sprzedaż lub na wymianę za inne dobro deficytowe) też miało swój początek pod niemiecką okupacją. Nacjonalizacja przemysłu po nastaniu nowej władzy też była właściwie formalnością, bo wcześniej zrobili to już naziści biorąc prywatny przemysł pod własny dozór.
    Polski antysemityzm, który tak się bujnie rozwinął podczas okupacji w żaden sposób nie został, aż do końca PRL-u przepracowany ani w publicznych debatach ani też na poziomie lokalnych społeczności.
    Pewne absurdy typowe dla okupacji, jak zawodowy uciekinier z transportu, czy pomysły niemieckiego kierownictwa zakładów pracy na zatrzymanie polskich pracowników na stanowisku pracy, czy zakładanie "opasek hańby" przez etnicznych Polaków, zniknęły bezpowrotnie, ale inne okazały dla nowych władz nader użyteczne. Jeśli się czasem dzisiaj fantazjuje o hitlerowskiej spuściźnie to myśli się o postępie w lotnictwie i technice rakietowej, medycynie lotniczej (wiedzę o możliwościach organizmu ludzkiego uzyskano w wyniku eksperymentów na więźniach obozów konc.), a o sprawach takich jak wyżej, już niekoniecznie.

  • Gość: [charcesz] *.gazeta.pl

    @maciek_r10

    Ciekawa analiza.

    To ze Stalagiem VIII-B to domyślam się tylko przykład, bo praktycznie wszystkie katownie Gestapo przeszły pod opiekę UB - infrastruktura już była na miejscu.

    Ciekaw jestem ilu funkcjonariuszy starego reżimu zasiliło szeregi nowego. Znam dwa przykłady: SS-manów z Bytomia i z Piły, którzy od 1945 roku stali się gorliwymi funkcjonariuszami UB - zapewne nie były to przypadki odosobnione. Ciekawi mnie też niezmiernie co stało się z archiwistą z krakowskiego Sicherheitsdienst SS-Untersturmführerem Gustawem Schielke - wzmiankowanym oszczędnie w "Rozmowach z katem". Nie natrafiłem na żadne informacje gdzie i kiedy został skazany, ani kiedy zakończył odsiadywać wyrok. Wiadomo, że nowe władze lubią kwity wytworzone przez poprzednie reżimy. Nawet jeżeli historie o archiwum Politische Abteilung z KL Auschwitz, ukrytym w podkrakowskiej wsi, czy też o tajemniczym znalezisku w Radomierzycach, który był pocałunkiem śmierci dla wszystkich znalazców, są wyssane z palca.

  • maciek_r10

    @charcesz

    Żeby nie było, że uprawiam tutaj jakąś żiżkologię ("Łot if ze opozit iz tru?"), chcę tylko zwrócić uwagę, że zbyt łatwo w powszechnej świadomości uznaliśmy, że faszyzm nas nie ubabrał, bo to np. sprawka "tych złych Niemców", nie zdając sobie często sprawy z tego, jak jego trucizna głęboko przez te lata okupacji wsiąkła nam w serca. PRL po wyjęciu z zamrażarki stalinizmu coraz bardziej zbaczał w kierunku jakiegoś bieda-militaryzmu i dzisiaj zbieramy tego obfity plon. Upraszczam oczywiście, ale i tak się boję, że Ciocia wywali ten koment za jego wichrowatość względem treści jej notki.

  • yzek

    Będąc 10 lat młodszy od Autorki, większość aluzji i nawiązań jeszcze łapałem, wyjątki:
    * Tewa - co to jest? Na PRL-owskiej prowicji były tylko POM-y ;)
    * Zawsze słyszałem "Człowiek *w* pracy - małpa w Zoo" i interpretowałem to jako aluzję do systemu "czy się stoi, czy się leży" -- "Ludzi dobrej roboty" znałem już tylko z "Misia"

  • Gość: [Kacprzak] 64.62.219.*

    Interesujący wpis. Pozdrawiam serdecznie!
    Kacprzak

  • kuba_wu

    Szanowna Ciotko. Ja zwracam uwagę, że wakacje się skończyły. Tyle rozpoczętych cykli czeka na kontynuację. Zaglądam regularnie, pełen nadziei...

  • magister.sianko

    W pełni popieram kolegę Kubę Wu. Lud pragnie nowych wpisów!

  • gammon_no.82

    "Chłop zaprawia" oznacza najzwyczajniej: chłop chleje aż się zaprawi.
    Proces produkcji zacieru nazywa się "zacieranie". Bimbru z zacieru (whisky/starka) w tamtych czasach raczej nikt nie robił. Z cukru go robiono albo z produktów zawierających cukier (landrynki!).

  • johanna_haase

    @gammon

    No nie, nie, w moich stronach bimber się zaprawiało, i to zwłaszcza po narobieniu bimbru trzeba było zaprawiać bimber, żeby bimbru nie było czuć bimbrem.

  • Gość: [Peterson] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    "Niedźwiedź" sobie radził, puszczał fragmenty zakazanych piosenek lub wykonawców we fragmentach, przeważnie w przejściach instrumentalnych...

  • Gość: [valwit] *.agg2.nas.cld-dbn.eircom.net

    "czlowiek pracy" jest od czapy, bo oryginalnie bylo "członek partii" ale cenzura nie puscila, wiec wstawili czlowieka pracy

  • johanna_haase

    @valwit

    Jest jakieś źródło potwierdzające tę informację?

  • dr_bloger

    Gdyby ktoś wziął na warsztat nasze czasy, też by było o czym śpiewać. Ale duch w narodzie upadł. Społeczeństwo konsumpcyjne.

Dodaj komentarz

© Haasanki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci