Menu

Haasanki

Debunkujemy rzeczywistość codziennie od 8:00 do 23:00

O czym jest ta piosenka (2): Elektrospiro kontra Zanzara

johanna_haase

 

Piosenka o tym, że jin i jang, wodzie i ogniu, o nocy i dniu, i o tym, że wszyscy mamy trochę sklerozę. Myślę o napisaniu tego tekstu od ponad 6 lat, kiedy znalazłam stare zardzewiałe "elektrospiro" w łazience wynajętego domu w Wenecji.


Ale po kolei.

 

Tekst leci, jak wiemy, tak:

 

Elektrospiro kontra Zanzara 

Elektrospiro kontra Zanzara 

Ta walka jest stara jak świat 

Ta walka jest jak świat stara 

 

Elektrospiro jest królem dnia 

Zanzara panią nocy 

On błyszczy światłem, światłem słońca 

Ona gwiazdami się złoci 

Elektrospiro pędzi jak wiatr 

Zanzara mknie jak strzała 

Powietrze z przerażenia drży 

I dudni ziemia cała (…).

 

Zamiast przepisywać całą (a nie radzę wygugliwać, bo popularne serwisy tekściarskie są pełne błędów w zapisie, z których „konrta” należy do najłagodniejszych), proponuję po prostu posłuchać w oryginale:

 

 

Można by spytać, po co opisuję tę piosenkę, skoro przecież sama Kora opowiedziała, jak to z nią było? No, niezupełnie.

 

W wywiadzie dla Piotra Metza, opublikowanym w radiowej Trójce 22 października 2015, Kora powiedziała:

 

„Elektrospiro kontra Zanzara jest jedną z najciekawszych piosenek, jeżeli chodzi o (jej) powstanie. To był rok chyba 1986 albo 1987, ja byłam we Włoszech na festiwalu Due Mondi, to jest wielki festiwal, który organizował Menotti. (…) Duża grupa była z Teatru Starego, grałam z nimi przez miesiąc, dzień w dzień. (…) Był między innymi Bińczycki, jako jeden z aktorów, ciągle mówił do mnie tak: „Kora, pamiętaj, bo nie zdążyłem, kup mi to urządzenie, elektrospiro kontra zanzara”. To było to urządzenie, które dzisiaj wkładamy do kontaktu, na komary.”

 

Całość do posłuchania tu: http://www.polskieradio.pl/9/4160/Artykul/1534416,Kora-o-srodku-na-komary-jako-doskonalej-inspiracji

 

Fraza zapadła Korze w pamięć, wróciła do Polski w tym 1986 czy 1987 i rach-ciach napisała piosenkę o Elektrospirze, panu światła, który walczy z Zanzarą, panią ciemności.

 

No i jak tu nie wierzyć autorce. A jednak.

 

***

 

Zanzara to po włosku komar. No, bogini nocy, w jakimś sensie może faktycznie, ale tak naprawdę to komar. Zanzara - komar. Zanzare - komary. Contro le zanzare - przeciw komarom.

 

Więc, po pierwsze, nie mogło to być „kontra zanzara”, tylko co najwyżej „contro le zanzare”. Albo Jerzy Bińczycki coś słabo spamiętał, albo Kora coś przekręciła, albo generalnie głuchy telefon. Ale powiedzmy, że druga część tytułu jest jakoś zrozumiała. A pierwsza?

 

***

 

Electrospiro to hiszpańska firma, coś w rodzaju jakiegoś naszego Prometu. Powstała w latach 30. i zaczęła udatnie kopiować huwery. Młodzież nie wie, co to huwer? Huwer to była stara nazwa elektroluksu. Ha, ha. No dobra.

 

Odkurzacze upowszechniła amerykańska firma Hoover. Przed wojną hoover był synonimem odkurzacza, natknęłam się nawet kiedyś w prasie lat 30. na termin „hoowerować podłogi”. Po wojnie pierwsze odkurzacze w Polsce sprzedawała szwedzka firma Electrolux i słowo „elektroluks” było synonimem odkurzacza w PRL w latach 50. czy 60.

 57171066_2.jpg

Electrospiro Super - Electronic 2

Ale wróćmy do Electrospiro. Słowo to powstało ze złożenia „electro” (to chyba oczywiste) i „aspirador” (lub „aspiradora”, bo po hiszpańsku odkurzacz to on lub ona). Firma Electrospiro przetrwała wojnę domową, w latach 50., 60. i 70. produkowała sprzęt tani, dobry, trwały i prosty. Stąd moje porównanie do marki Promet - była to peerelowska marka zjednoczenia produkującego sprzęt domowy, taki jak grzejniki, piece, suszarki, etc (Predom Farel, popularne farelki, czy Predom Termet robiący blaszane grzejniki gazowe typu junkers).

 

Produkty Electrospiro były popularne w krajach basenu Morza Śródziemnego. Co ciekawe, choć firma nie istnieje od ponad 30 lat, do jej odkurzaczy np. Electrospiro De Numax we Francji można do dziś kupić papierowe worki, 12 EUR za komplet. 

 

Electrospiro wypromowało się rozdając swoje aspiradory w gazetowych promocjach i loteriach w latach 50. i 60.
Zrzut_ekranu_20161115_o_17.07.36

 

Poza odkurzaczami Electrospiro produkowało niewielką ilość innych urządzeń domowych: grzałki i elektryczne płyty kuchenne oraz - elektryczne lampy owadobójcze.

 

***

Dziś poszukiwanie Electrospiro w hiszpańskim KRSie zwraca adres firmy z Madrytu, przy Calle Virgen de Aranzazu 35 (a mi się w głowie pojawia natychmiast melodia z „Me llaman calle” Manu Chao). Uliczka Virgen de Aranzazu wije się wśród madryckiego blokowiska, to zwykłe mieszkania, na parterze piekarnia-cukiernia-wędliniarnia, naprawa maszyn, sklep warzywno-owocowy Amigos oraz sklep papierniczy Boutique del Tinto. Nie ma wielkiego koncernu Electrospiro - w latach 80. jego resztki wykupił Philips.

 

***

 

Lampa owadobójcza to urządzenie znane od lat. Emituje fioletowe (ale też może być inne) światło mające wabić owady, które podlatują, stykają się z siateczką metalową, przez którą płynie prąd o napięciu na przykład 600 - 2000 V, i owady, usmażone prądem, giną. 

 HTB1G5uRNXXXXXavXpXXq6xXFXXXM

Projekt takiej lampy został opatentowany w roku 1932 w USA. Dzisiejsze lampy owadobójcze są potomkiniami innego projektu, wprowadzonego w USA w roku 1934 przez profesora parazytologii Williama Brodbecka Hermsa, który poszukiwał efektywnego sposobu na ochronę sadów owocowych przed szkodnikami - jego lampy rozwieszano między drzewami i rżnęły owady milionami. 

 

No, tylko że nie komary.

 

***

 

Badacze z University of Delaware (ach, ci amerykańscy naukowcy) przeprowadzili badania efektywności lamp owadobójczych. Powiesili 6 lamp, rozłożyli wielkie prześcieradła i liczyli. W piętnaście letnich nocy lampy zabiły w sumie 13789 owadów - w tym tylko 31 komarów i innych kłująco-żądlących. Pozostałe owady były nieszkodliwe lub wręcz pożyteczne.

 

Nie jest to jakieś wielkie odkrycie, potwierdza tylko to, co wiemy od dawna - komary przyciąga emisja dwutlenku węgla i pary wodnej, czyli, mówiąc najkrócej, oddech, a nie zapach czy światło. „Zgaś światło, bo komary nalecą” ma tyle sensu, co „załóż buty, bo się ściemnia”, albo "zdejmij czapkę, skoro jesteś głodna".

 

***

 

Kiedy Jerzy Bińczycki wysyłał Korę na zakupy lampy owadobójczej „Electrospiro contro le zanzare”, mógł tego nie wiedzieć, większość ludzi tego nie wie. Większość ludzie nie wie też, że lampa owadobójcza jest niebezpieczna dla ludzi, bo… rozpryskuje owady.

 

Owad stykający się z siateczką pod napięciem zostaje usmażony tak błyskawicznie, że jego niespalone fragmenty oraz to, co było w nim wilgotne, zostaje rozpylone w postaci mgiełki oraz mikroskopijnych szczątków w promieniu do ok. 2 metrów. Innymi słowy, w promieniu do 2 metrów od takiej lampy mamy stale w powietrzu zawiesinę z aerozolu składającego się z niespalonych resztek owadów, a także z wirusów i bakterii, przenoszonych przez insekty. Amerykańska agencja FDA zabrania instalowania takich lamp w miejscach przygotowania żywności - tymczasem w Polsce widok tych urządzeń w różnych magazynach żywności i sklepach np. mięsnych jest dosyć powszechny.

 

Electrospiro produkowało kontaktowe lampki zalecając ich montaż w gniazdkach w pobliżu łóżka, najlepiej blisko głowy. Mniam.

 

***

 

Coś mi w tej wypowiedzi Kory nie fungowało jeszcze poza samą nazwą. I wreszcie sobie przypomniałam. Jak to, „w 1986 lub 1987”?

 

„Elektrospiro kontra Zanzara” trafiło na Listę Przebojów Programu III w roku 1983, razem z „Midnight Summer Dream” Stranglersów. Trzy lata wcześniej, niż ten festiwal we Włoszech. Kto się myli?

0000157160_350
 

Myli się Kora. Rzeczywiście, była ze Starym Teatrem we Włoszech. „Na początku kariery Maanamu Kora zadebiutowała również na scenie teatralnej. 7 lipca 1982, na włoskim festiwalu teatralnym Dei Due Mondi w Spoleto, miała miejsce premiera sztuki „Mątwa” Witkacego prezentowanej przez zespół Teatru Starego w Krakowie. Kora wystąpiła tam obok m.in. Jerzego Stuhra, Jerzego Bińczyckiego i Ewy Kolasińskiej. Spektakl wystawiano także w Mediolanie. (…)” Tyle ciocia Wikipedia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kora_(wokalistka)). Stąd w 1983 „Elektrospiro” trafiło na Listę, a w 1984 na koncertowego winyla „Totalski No Problemski”. Ja miałam to na jakimś singlu wydanym chyba jeszcze w 1983.

 

***

 

No i tak, droga młodzieży. Piosenka opowiadająca o urządzeniu na komary, które jest na komary nieskuteczne, produkcji firmy, która nie istnieje, powstała kiedy indziej, niż pamiętała jej autorka. Powietrze z przerażenia drży, i dudni ziemia cała.

 

Uściski.

 

JH

 

 

 

Bez wyjścia >

< Projezdnoj!


Reklama i sponsorzy bloga

Komentarze (21)

Dodaj komentarz
  • et-cetera

    Ciekawy artykuł
    auto-szkola-lukas.pl

  • Gość: [jet] *.static.chello.pl

    A to nie są te spiralki, które śmierdzą przy spalaniu? Może zmieszały się komuś dwa produkty: elektryczne urządzenie z wkładką (elletrico?) i taka właśnie spirala - oba środki na komary. i wyszło electrospiro;)

    Druga część to jak dla mnie nawiązanie do japońskich filmów z cyklu Godzilla contra Gigant;) stąd może zniekształcenie contro w kontra i zanzare w Zanzara.

  • maciek_r10

    @johanna
    W tamtych czasach to mogliśmy się tłumaczyć tym, że źle słyszymy z powodu żelaza tej kurtyny, bo stacje zagłuszające, propaganda itp. Obecnie należałoby zalecać opuszczenie dłoni którymi sobie zakrywamy uszy, a jeśli i to nic nie da to (tak mi się skojarzyło pod wpływem tej historii z fejsa dotyczącej reklamacji "zepsutych" słuchawek), dopilnowanie spraw związanych z higieną osobistą.

  • Gość: [moose] *.as13285.net

    "hoover" i "to hoover" - używane cały czas po mancuniańsku :)

  • maciek_r10

    @"ach, ci amerykańscy naukowcy"
    Kiedyś reagowaliśmy podobnie na hasło o "naukowcach radzieckich" z kulminacją w postaci tego znanego dowcipu o tym kto wynalazł tryby.
    Dopiero dzisiaj, przy swobodnym obiegu informacji, jestem w stanie uznać zasługi sowieckie na polu nauki, techniki czy np. w dziedzinie odczytania pisma Majów.

  • johanna_haase

    @moose

    No tak, w angielskim huwer się zadomowił.

    @maciek

    Chyba aż takiego darcia łacha z radzieckich naukowców nie było, jak dziś z amerykańskich, a też wydaje mi się, że złą robotę robią śmieciówkowi mediaworkerzy, którzy bezkrytycznie piszą te pierdolety bez zrozumienia w różnych technologicznych i lajfstajlowych dodatkach Gazety, Onetu i innych Pudelków.

    Natomiast co do osiągnięć nauki radzieckiej - nie mam o tym zielonego pojęcia, jak mnie coś interesowało, to zwykle okazywało się, że ukradli albo skopiowali, albo spierdolili sprawę. Ale mnie interesują takie tematy, jak Jezioro Aralskie w ogólności i 200 ton wąglika na wyspie Wozrożdienija w szczególności, albo szaber niemieckich instalacji do produkcji syntetycznego kauczuku i benzyny, bo o tym książkę piszę, albo aktualność obserwacji politycznych i społecznych markiza de Custine w XXI wieku...

  • maciek_r10

    @johanna
    Oficjalnie oczywiście nikt nie darł łacha ale w pewnych środowiskach zawodowych w Polsce powiązanych z sowieckim przemysłem, było to zjawisko dość powszechne. Jeśli coś nowatorskiego i odkrywczego się w ZSRR robiło, to najczęściej jacyś kierownicy biur (Tupolew, Czeriomuchin, Koroliow) pod zarzutem "odwracania kosztownymi fajerwerkami uwagi robotników od problemów walki klas" jechali w zimniejsze rejony pracować w jakichś szaraszkach dla wielikoj strany sowietow.
    Przełomowej pracy J. Knorozowa z kolei wyświadczono niedźwiedzią przysługę podczepiając pod nią marksistowko-leninowską ideologię. Jeśli dla odmiany ktoś publikował swoje dokonania za granicą to mu łamano karierę, jak N. Łuzinowi. Jeśli się miało liberalne poglądy (Sowiety cechował podobny rygoryzm obyczajowy co Stany co nie przeszkadzało konserwatywnym Amerykanom piętnować komunizm za... rozwiązłość), jak Lew Landau, to zamykano go w psychuszce. Więc to racja, w najlepszym przypadku spierdolono.
    Po rozpadzie ZSRR Kreml położył generalnie lagę na ich programie kosmicznym który, gdy jednak okazał się nagle żyłą złota, to wtedy postanowił położyć na nim łapę.
    Co do amerykańskich naukowców, to oni teraz chyba przekopują prace kolegów sowieckich, które kiedyś odrzucono jako niedorzeczne. Więc badają tam takie rzeczy jak ten zaskakujący fenomen wytwarzania promieniowania rentgenowskiego przez zwykłe odwijanie taśmy samoprzylepnej w próżni.

  • maciek_r10

    Miałem tu bronić osiągnięć sowieckiej nauki ale jeśli nie chce się skłamać to jest to trudne. Mając pojęcie o trudnościach w uprawianiu nauki w połączeniu z dogmatyczną ideologią w ZSRR trudno się nie zdziwić, że jednak wywodziło się stamtąd aż tylu laureatów nagrody Nobla z dziedziny fizyki, chemii, czy medalu Fieldsa, co znamienne, było to możliwe dopiero wtedy gdy skończył się tam stalinizm.
    Pod tym względem Polska wypada jeszcze ciekawiej, Nobla dostawali ci którzy stąd w porę wyjechali wyposażeni już w pewien kapitał kulturowy wyniesiony z rodziny. Trudno się oprzeć wrażeniu, że w Polsce jedynie w rodzinach żydowskich kładziono nacisk na wykształcenie. Ktoś niedawno zażartował w internetsach, że jak tak dalej pójdzie to jakiś Polak wreszcie dostanie Nobla z religii.

  • Gość: [chinska_telewizja_centralna] *.ssp.dialog.net.pl

    "Jezioro Aralskie w ogólności i 200 ton wąglika na wyspie Wozrożdienija w szczególności, albo szaber niemieckich instalacji do produkcji syntetycznego kauczuku i benzyny, bo o tym książkę piszę"

    O, to ciekawe. Może coś więcej? O czym będzie książka - o szabrowaniu niemieckich instalacji, o radzieckim przemyśle czy o rozwijaniu radzieckiej broni masowego rażenia po wojnie?

  • johanna_haase

    @maciek

    Wyjazd - kariera - Nobel to nie jest tak bardzo wyłącznie polska prawidłowość. Ponieważ ja nie mam problemu z "niepolskością" mojego Heimatu, do grona "moich" noblistów dopisuję jeszcze np. Marię Goeppert-Mayer, Kurta Aldera czy Johannesa Georga Bednorza. Oni też, jak zresztą Fritz Haber, Otto Stern czy Max Born w pewnym momencie życia wyjechali - bo kariera, albo bo nazizm, albo coś. Są znani w naszych stronach, może nie jak Sienkiewicz, ale mają swoje ulice, popiersia i pomniki. To właściwie ciekawe, że nie zostali do dziś tak spolonizowani, jak np. Kopernik.

  • johanna_haase

    @chińska

    Oj, i tak za dużo już powiedziałam.


  • maciek_r10

    @johanna&polscy nobliści
    Polski nacjonalizm (otwierasz lodówkę a tam Narut) jako rodzaj pewnego przymusu kłóci się z moim wyobrażeniem o wolności.
    Uczysz się języków obcych to przy okazji nabierasz trochę tej innej tożsamości, wyjeżdżasz i wtedy ta Polska już wygląda inaczej, wiele spraw oczywistych traci tę tutejszą swoją konieczność. Nie pojmuję po co komuś te gdyby, czyli, jak to określił Lem, dyby warunkowe, w które sami, bez żadnego przymusu, sobie wkładamy głowę skoro zawsze możemy je sobie zdjąć.
    Z drugiej strony historię Polski powinniśmy umiejętnie opowiedzieć Europie ale nie opowieściami o dywizjonie 303 (tu raczej targetem jesteśmy my sami - to kolejne gdyby w biało-czerwoną kostkę) tylko o tym jak zniszczeniu ulegają całe społeczności, że to jest łatwe i dzieje się od pewnego momentu automatycznie. Słowem, twórczość Smarzowskiego powinno się promować za granicą.

  • Gość: [chinska_telewizja_centralna] *.ssp.dialog.net.pl

    @maciek_r10

    "Uczysz się języków obcych to przy okazji nabierasz trochę tej innej tożsamości, wyjeżdżasz i wtedy ta Polska już wygląda inaczej"

    ...wyjazdy, nauka języków obcych i nabieranie innej tożsamości kończy się kończy się tak (2/3 głosów polonii brytyjskiej dla tercetu Korwin/Kukiz/Kaczyński).

  • maciek_r10

    @ChTC
    Żeby coś skończyć najpierw trzeba zacząć.

  • Gość: [Dora] *.res.pl

    @ radzieccy uczeni
    Owszem osiągnięcia sowieckiej nauki były nie niezaprzeczalne ale....
    W Związku Radzieckim często kultywowana była pseudonauka byleby zgodna z marksizmem-leninizmem.
    Przykład: Trofim Łysenko. Wg. Wikipedii "Istotą łysenkizmu było zaprzeczenie istnienia genów i uznanie dziedzicznej zmienności środowiskowej za główny czynnik przystosowawczy. (...)Łysenkizm miał obalić ustalenia nauki burżuazyjnej w zakresie genetyki i udowodnić, że organizmy żywe wykazują nieograniczoną plastyczność pod wpływem zmian środowiskowych. W okresie obowiązywania łysenkizmu za niezbędny element publikacji biologicznych uważano ich zgodność z marksizmem-leninizmem."
    Stąd te kawały "radzieccy uczeni odkryli..."

  • johanna_haase

    @Dora

    "Stąd te kawały "radzieccy uczeni odkryli..."

    Ja pamiętam żarciki na temat innych odkryć, np. "kto i kiedy odkrył zegar?" Oczywiście, poprawnie byłoby "skonstruował", ale to była istota dowcipu: "zegar odkrył młodszy lejtnant gwardii Sasza Iwanowicz Iwanow na strychu w Berlinie w 1945".

  • magister.sianko

    Niezwyciężona Armia Czerwona spaliła na ziemiach "odzyskanych" kilka miast, które w momencie "wyzwolenia" były w całkiem dobrym stanie. Prawie wszystkie zakłady przemysłowe Sowieci rozszabrowali (podobnie kolejową infrastrukturę energetyczną), zaś infrastrukturę po kacetach wykorzystywało NKWD do filtracji wyzwolonych jeńców i robotników przymusowych pochodzących z terenów ZSRR.

  • boni_s

    Spóźniony komentarz, do jak zwykle świetnej notki - nie mam pojęcia co tam se FDA wymyśla nt. lamp owadobójczych, natomiast w przemyśle spożywczym PL, kiedy jeszcze koło tego się kręciłem, używano lamp, a) z których nie bardzo sobie wyobrażam 2m rozprysk wysmażonego owada b) oczywiście, nie przeciwko komarom (kogo obchodzą komary w mleczarni czy masarni) ale przeciw muchom. Nigdy nie wnikałem w jakieś statsy czy badania, ale tak na oko, lampy były całkiem całkiem skuteczne. I potrzebne, szczególniej od strony magazynu, bydła czy wieprzków, i uboju.

  • tentelemach

    Proszę natychmiast wrócić i zabrać się (znów) do pisania.
    Tak się, prawda, nie robi.

  • maciek_r10

    @johanna
    Nawiązując do Twojego wpisu z FB zgłaszam gotowość bezpłatnego wykonania tłumaczenia z rosyjskiego; tylko już niech się ta nowa notka pojawi!

  • Gość: [Przechodzień] *.coface.com

    Dlaczego nowych wpisów ma już pisze nie? Spróbuje niech.

Dodaj komentarz

© Haasanki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci