Menu

Haasanki

Debunkujemy rzeczywistość codziennie od 8:00 do 23:00

O czym jest ta piosenka (3): Windą do nieba

johanna_haase

 

Northbynorthwest1

Piosenkę nagrała i zaśpiewała Elżbieta Dmoch z zespołem Dwa Plus Jeden w roku 1978. Do dziś ten kawałek uchodzi za doskonały utwór na wszelakie wesela, choć w zamyśle był raczej antyweselną piosenką.

 

Treść jest po polsku, wszystkie słowa zrozumiałe, co tu tłumaczyć? A jednak, a jednak.

 

Najpierw obejrzyjmy sobie całość:

 

 

No dobrze, to teraz pierwsza zwrotka:

 

Mój piękny panie raz zobaczony w Technikolorze 

Piszę do Pana ostatni list 

Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże 

Pora mi dzisiaj do ślubu iść 

 

O co tu chodzi? Zaprzyjaźniona młodzież na pytanie, co znaczy „zobaczony w Technikolorze”, utrzymywała, że jest to a. „rodzaj ruskiego odbiornika telewizyjnego, dostępnego w czasach PRL”, b. program telewizyjny w czasach PRL, c. jakiś sklep z artykułami technicznymi, coś w rodzaju „widziałam go w Empiku”. Jeden z wpisów na moim fejsie: "Moja żona radziła sobie z tym Technicolorem tak, ze śpiewała "raz zobaczony w Telewizorze".

Zabawne, ale jednak zupełnie, całkowicie, absolutnie nie.

Technicolor był znakiem towarowym technologii produkcji barwnej taśmy filmowej. Technologię tą masowo zaczęto stosować w kinie amerykańskim w latach 30. i dotrwała mniej więcej do połowy lat 70. w kinie zachodnim (ostatnim dużym filmem nakręconym w tej technice był „Ojciec Chrzestny 2”). Później linie produkcyjne sprzedano Chińczykom, którzy tłukli swoje „technikolorowe” filmy do początku lat 90. Jeśli kiedyś mieliście wrażenie, oglądając chińskie filmy wojenne z lat 80., że wyglądają jak amerykańskie filmy wojenne z lat 50., to taka mogła być, poza propagandą, przyczyna - specyficzne nasycenie kolorów, zwłaszcza czerwnonego i brązowego.

Szczyt powodzenia Technicoloru przypadł na lata 50., kiedy w kinach ukazywały się szerokoekranowe hity, takie jak „Północ, północny zachód”, "Pride and Passion" czy „Mężczyźni wolą blondynki”. Jak się przyjrzycie plakatowi, który wrzuciłam na początku tekstu, to wzmianka o Technicolorze jest tam oczywiście uwidoczniona.

Te amerykańskie hity ukazywały się w Polsce z dużym, czasem z dziesięcioletnim opóźnieniem. Na początku każdego seansu na ekranie pojawiał się wielki napis „Filmed in Technicolor” albo „Color by Technicolor”. „Piękny pan” zobaczony „w Technikolorze” to zatem aktor, którego dziewczyna - podmiot liryczny piosenki „Windą do nieba” - zobaczyła w kinie.

Lubię myśleć, że był to Cary Grant, i że tym filmem była właśnie wspomniana „Północ, północny zachód”. Dlaczego?

Dziewczyna śpiewa, że pisze do niego ostatni list - domyślamy się, że zauroczona aktorską kreacją pisze od dawna pamiętnik, i w tym pamiętniku zwierza się swojej platonicznej miłości z różnych porywów serca. W dzisiejszych czasach mogłaby go stalkować na fejsie albo tłitować mu swoje słitaśne focie z usteczkami i cyckami umiejętnie podniesionymi przez super push-up Gioia Sailor Lady. Ale o czym jest ten kawałek z lusterkiem?

„Już mi lusterko z tym Pana zdjęciem też nie pomoże”

Otóż w dawno i niesłusznie minionych czasach każdy nosił przy sobie lusterko. Tak, wiem, dziś to bessęsu, można sobie włączyć przedni aparat w fonie i się ogarnąć, a poza tym lusterka są w samochodach, sklepach, windach, ale wtedy, kiedy samochodów było osiem na miasteczko, trzeba było mieć lusterko.

Przemysł krajowy uspołeczniony nie produkował lusterek. Lusterka produkował sektor prywatny, można je było nabyć w komisach, w „sklepach rzemieślniczych”, w bieda-drogeriach PRL-owskich oraz na rozmaitych targowiskach i straganach. Lusterko było zwykle okrągłe, wycięte z prostego kawałka taniego szkła z lustrzaną powłoką, miało średnicę może z 7 cm. Z drugiej strony lusterko miało naklejoną ozdobą fotkę. Był to zwykle czarno-biały fotos, i na tym fotosie była Marylin Monroe, Judy Garland, Elżbieta Dmoch, Ingrid Bergman, a w wersji dla dziewczyn - Cary Grant albo Humphrey Bogart. Żeby sobie nie pociąć paluchów ostrą krawędzią, zdjęcie z lusterkiem łączyła plastikowa ramka.

Ja miałam lusterko z Carym Grantem, oczywiście, a ramka była jasnozielona.

0006618Największym szpanem wśród chłopaków było noszenie tego lusterka w tylnej kieszeni dżinsów, tak, że okrągły kształt lusterka wycierał się na tej kieszeni na stałe (do kompletu powinien być jeszcze wystający z kieszeni grzebyk). Trzeba było przy tym być czujnym jak ważka, bo jak się ktoś zapomniał i usiadł, to miał szansę na bolesne doświadczenie chirurgicznego usuwania kawałków lusterka powbijanych w pośladek. W siódmej klasie na polaku spod dupy kolegi Tadzia wypłynęła kałuża krwi i to był wkład lusterkowej Marleny Dietrich w jego życie seksualne. Tadzio potem został bandytą, takim prawdziwym, z zabójstwami na koncie, ale nie wiem, czy tamten wypadek miał na to wpływ.

Dziewczyny nosiły lustereczka w torebkach. Ja nosiłam swoje lustereczko w lewej górnej kieszeni kurtki dżinsowej (na której też się kształt wytarł), no i w mundurze, bo lustereczko przydawało się też do migania Morsem w górach.

Więc nasza dziewczyna z piosenki pisze do niego ostatni raz w pamiętniczku, i już nawet jego widok na odwrocie lustereczka jej nie pociesza. Ona po prostu wychodzi za mąż, szykuje się do ślubu. Nie kocha swojego wybranka „z realu”, wolałaby tego z lustereczka, ale co robić.

Mój piękny Panie ja go nie kocham, taka jest prawda 

Pan główną rolę gra w każdym śnie 

Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama 

Życie jest życiem pan przecież wie 

Specyficzny tekst, jak sobie uświadomicie, co mógłby o nim pomyśleć jej realny narzeczony. Fakt, że coś takiego grają na weselach, sugerując, że pan młody jest dla panny młodej, powiedzmy sobie szczerze, najwyżej drugim wyborem, dowodzi, jak słabe jest w narodzie rozumienie tekstu pisanego (i śpiewanego). Ale mówimy o kraju, w którym wciąż sporo osób sądzi, że Jezus malusieńki płacze z zimna i z jakiegoś niedałamu, a w "Pancernych" opiewają "deszczenie spokojne".

Już mi niosą suknię z welonem 

Już Cyganie czekają z muzyką 

Welon to jeszcze jako tako się dziś rozumie, ale Cyganie z muzyką? Cyganie to była, droga młodzieży, nazwa mniejszości zwanej dziś Romami. Powszechnie zatrudniano cygańską (romską) kapelę do gry na różnych uroczystościach, co nie przeszkadzało oczywiście w pogardzaniu i prześladowaniu tej mniejszości. Lud mówił o upodobaniach: "jeden lubi, jak mu Cyganie grają, a drugi, jak mu nogi śmierdzą". Najpierw było "graj, piękny Cyganie", a potem go wieszali zamiast kowala. W Małopolsce do dziś mówi się "cyganić" zamiast kłamać, a "wycyganić" w sensie "wyłudzić" jest w zasadzie ogólnie zrozumiałe w Polsce, prawie jak "żydzić", czyli skąpić.

Koń do taktu zamiata ogonem 

"Mendelssohnem" stukają kopyta 

Koń, jaki jest, każdy widzi, a ten Mendelssohn to Felix Mendelssohn. Tak, słusznie podejrzewacie, to po Cyganach już drugi przedstawiciel mniejszości narodowej, a jakiej? Kompozytor to syn Mojżesza Mendelssohna*), a dodajmy, żeby było oczywiste, że „Mendelssohn” w dodatku znaczy „syn Mendla”. No więc jak ktoś się nazywa „Syn Mendla” i jest synem Mojżesza, to przecież nie pochodzi z Czukczów ani Syngalezów. Napisał Felix M. „Sen Nocy Letniej”, a w nim - „Marsz Weselny”. Fakt, że 160 lat później wszystkim Polakom po równo, światłym i tolerancyjnym oraz zaściankowym rasistom grają do ślubu kawałek skomponowany przez niemieckiego Żyda, jest oczywiście jakże słusznym rechotem historii.

Wróćmy do naszej dziewczyny z piosenki.

Jeszcze ryżem sypną na szczęście 

Okej, czyli kolejny pogański obyczaj, i to wywodzący się z Chin (bo staropolskiego piastowskiego ryżu, nie, nie było). W prasłowiańskiej obyczajowości obsypywało się nowożeńców zbożem (jęczmieniem, który był poświęcony Kupale), dawni polscy Żydzi obsypywali się pszenicą. Ryż przywędrował z Dalekiego Wschodu, jako wyraz pogańskiej wiary w pomyślność i płodność.

Gości tłum coś fałszywie odśpiewa 

Tu nie ma co deliberować, acz zawsze mnie zastanawiało, jak to jest, że Niemcy potrafią wspólnie śpiewać, Czesi, Węgrzy, Szwedzi, Rosjanie, Anglicy, a Polacy to jakiś niemy naród, wychodzą nam co najwyżej kibicowskie przyśpiewki, a i to te krótsze. Jak przyjdzie co do czego, to nawet hymn Polski prawdziwi patrioci śpiewają tak, że coś tam z ziemi wolskiej do Wolski.

Złoty krążek mi wcisną na rękę 

I powiozą mnie windą do nieba

Złoty krążek, no to wiadomo, obrączka, a windą do nieba oznacza taki trochę sarkastyczny termin „na skróty do szczęścia”.

Zastanawiałam się przez długi czas, co mi w tej piosence nefunguje, co tu zgrzyta, bo czułam przez lata jakiś zgrzyt, jakiś anachronizm, jakieś cuść, co tu cholernie mnie uwiera logicznie. Dziś już wiem.

Problem prawdopdoobnie narodził się w mojej głowie. Kiedy słuchałam tej piosenki, to moje wyobrażenie o okolicznościach, w jakich podmiot liryczny, czyli panna młoda, wychodzi za mąż, było takie dosyć zgodne z tym, co pokazuje teledysk. Konie, Cyganie, lustereczko z Carym Grantem, raz zobaczonym w lokalnym kinie - no, wyobrażałam sobie raczej klimaty małomiasteczkowe, zwłaszcza, że lustereczko mi się płynnie pojawiało na odpustowych straganach. A moje wyobrażenie o małych miasteczkach jest dosyć określone, i nie, niekoniecznie jest to wizja prezentowana w słynnym wierszu Andrzej Bursy.

Myślę "małe miasteczka" i pojawiają się w mojej głowie konkretne obrazy z lat 70. czy 80. Na przykład Zator z sennym ryneczkiem i domem towarowym oraz wozami zaprzężonymi w konie z łbami zanurzonymi w workach z obrokiem. Sucha Beskidzka z obumarłym dworcem kolejowym, obskurnym placem PKS i "kioskiem astronomicznym" obok, a jedyne życie to turyści od czasu do czasu zajeżdżający pod Karczmę Rzym, tak, ta karczma Rzym się nazywa, hulaj dusza, hulaj, woła, śmieszy, tumani, przestrasza. Maków Podhalański, przy którym Sucha Beskidzka to metropolia. Węgierska Górka, gdzie na nocleg wybieram schron Wędrowiec. Ludzie, nocowałam w schronie. Wielokrotnie. Brało się klucz, wiadomo od kogo, kociołek, ognisko, spanie pod dachem w schronie bojowym. Nad ranem było wilgotno.

Albo Wąchock. Letnie nocne marsze na Uroczysko Wykus, śladami Ponurego, i wędrówki po Puszczy Świętokrzyskiej, w rozgrzanym, rozwibrowanym powietrzu, pylistymi drogami, jak w "Czarnych Stopach" Szmaglewskiej, i wsie, i ludzie, i zdarzenia, i wyzwania, jakby ciągle był XIX wiek: mleko od krowy, robimy masło, pomagamy przy żniwach z kosami i sierpami albo ratujemy dobytek z pożaru chałupy. Bodzentyn, Nowa Słupia, Michniów, Ciekoty. Rymanów. Sanok, Ustrzyki, Małkinia. Terespol. Gołdap. Filipów.

To były moje małe miasteczka, i tak sobie gdzieś podświadomie wyobrażałam scenografię do tej piosenki.

Ale wszystkie one miały jedną cechę wspólną istotną dla piosenki - nie było w nich wind. 

Nie było budynków wysokich na tyle, by instalować w nich windy. Winda jako taka nie była elementem wyobraźni mieszkańców takich miejscowości, a w każdym razie nie bardziej niż, bo ja wiem, satelita geostacjonarny. Ludzie w takich miejscowościach mogli mieć w wokabularzu kosiarkę, betoniarkę, młockarnię, kurnik, rower, ale nie windę.

Dwudziestoletnia panna młoda z lustereczkiem z Carym Grantem, z małego miasteczka, w latach 70. prawdopodobnie nigdy w życiu nie jechała windą, chyba, że pojechała na wycieczkę do Warszawy i miała okazję zwiedzać Pałac Kultury. Winda nie mogłaby się pojawić w świecie jej wyobrażeń. Prędzej by zaśpiewała "rakietą do nieba", bo rakiety, kosmos, misja Sojuz-Apollo, to było coś na czasie.

I to właśnie mi cały czas w tej piosence zgrzytało. Wokalistka 2+1 mogła tak śpiewać, bo to był warszawski zespół, z warszawskimi korzeniami, blichtrem, windami, i to jest OK, ale bohaterka tej piosenki, no nie, nie.

Idźmy dalej.

Mój piękny panie, z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć 

Więc nie mógł mi się pan przyśnić dziś 

I tak odchodzę bez pożegnania, jakby znienacka 

Ktoś między nami zatrzasnął drzwi 

 

Już mi niosą suknię z welonem itd. 

Druga zwrotka, cóż, ostateczne pożegnanie z naszym Carym Grantem, śnił jej się co noc, a teraz jej się nie przyśnił, i finito, bo ona teraz będzie już nie jego, tylko tego, co ją poślubił, Władka albo Zdzisława, czy kogoś tam. 

Patrzę na ten filmik z tym utworem na YT, bo trudno to chyba nazwać teledyskiem, dobrze pokazuje realia epoki. Pannę młodą w latach 70. można było odróżnić od pana młodego generalnie po tym, że miała białą suknię i czasem nieco mniejsze wąsy. Oboje trochę nierzeczywiści, na ujęciach z potańcówek aż czuć przetrawiony alkohol i pot bijący spod bistorowych marynarek.

Elżbieta Dmoch, która w drugim planie tańczy ze swoim faktycznym od 5 lat wówczas mężem i członkiem zespołu Dwa Plus Jeden, Januszem Krukiem, wyraźnie odróżnia się seksapilem od reszty występujących osób. Może wpływ ma na to delikatna mutacja, hiperteloryzm, powodująca szerokie rozstawienie dużych oczu, w czym Dmoch podobna była do Lizy Minelli czy Jacqueline Kennedy, wada, którą do dziś uważa się za zwiększającą seksualną atrakcyjność kobiet. Może fakt, że jako jedyna na tym filmie Dmoch wygląda na umytą.

(Smutną historię życia Elżbiety Dmoch znam i uważam, że wykracza ona poza ramy tego tekstu, więc jak ktoś sobie chce podywagować w komentarzach, to proszę bardzo, ale nie mam potrzeby pisać tego tutaj.)

PS. Życie dopisuje czasem zaskakujące pointy do tekstów. Przed chwilą napisała do mnie Mama. "Zastanawiam się, czy pamiętasz, jak Cię, malutką i blondloczkową, nosiła na rękach i przytulała pani Elżbieta Dmoch, gdy poszłaś z ojcem do domu kultury na ich koncert?" No nie, naprawdę, nie pamiętam.

Johanna Haase

18.06.2017

edycja 23.06.2017

 

Przypisy

*) Na Facebooku wytknięto mi tu - całkiem słusznie - błąd. Zostawiam go, zamiast cichaczem poprawić, bo komentarz do błędu wart jest zacytowania jako absolutnie merytoryczny wkład. Marek Krukowski napisał mi otóż: "korekta obywatelska: mojżesza, wybitnego filozofa oświeceniowego, to wnukiem był felix mendelssohn, jego ojciec miał zaś na imię abraham, prawda, że też ładnie? nie ma jednak się co dziwić, że postać ta mogła umknąć wejrzeniu, abraham sam o sobie mówił, że trafił mu się szczególny los, by w pierwszej połowie życia być znanym jako syn sławnego ojca, a w drugiej jako ojciec sławnego syna, nie szkodował sobie jednak i zajmował się interesami, bank, który założył z innymi członkami familii przetrwał do 1938 roku, kiedy to zajumali go naziści, podobno był wtedy drugim co do wielkości prywatnym bankiem w europie".

Projezdnoj! >

< Turyngia (1)


Reklama i sponsorzy bloga

Komentarze (40)

Dodaj komentarz
  • Gość *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    @2 + 1
    Jako rumieniący się z byle powodu młodzieniec podkochiwałem się w pani Elżbiecie w tamtej epoce. Długo to niestety nie trwało bo mi to skryty uczucie storpedował Marian Butrym serią swoich ciętych filipik wymierzonych właśnie w "Zwei plus Eins". Możliwe, że okazją było wydanie jakiejś ich płyty na rynku niemieckim? Na ostatniej stronie tygodnika "Razem" miał tam swoją rubrykę satyryczną ("z gołą babą") "Osobno" gdzie brał pod obcas polską drużynę piłki nożnej, Waldemara Łysiaka (lansowanego w PRL-owskiej TV) i właśnie "2 + 1".

    @lusterka
    Lusterka okrągłe weszły na rynek już "zmianie konstrukcyjnej", wcześniej lusterka ze zdjęciem na odwrocie były prostokątne i chyba nieco mniejsze od późniejszych okrągłych. Przypuszczam, że zmianę wprowadzono dlatego, że te starsze lusterka bardzo szybko wycierały/przebijały swoimi rogami dziury w tylnych kieszeniach. Jeśli czegoś nie poplątałem, to grana przez Tadeusza Łomnickiego postać w "Domu wariatów" Koterskiego w pewnym momencie wyciąga spod łóżka tekturową walizkę wypełnioną po wierzch takimi lusterkami.

    To wesele z wideoklipu wygląda na autentyczne, czy ktoś wie z jakiego regionu jest ta przyśpiewka?

  • marekkrukowski

    nie jestem jednakże pewien, czy uzasadniona jest optymistyczna interpretacja przyczyny weselnej kariery tej piosenki, że to endemiczny kretynizm, obawiam się, że ten tekst właśnie jest odpowiedni, bo przyklepuje wszystkie rytuały zatwierdzające ważne wydarzenie społeczne, przekazanie żywego inwentarza z jednej rodziny do drugiej i unieważnia wszystkie ale, które inwentarz mógłby mieć w kwestii bycia przekazywanym inwentarzem

  • johanna_haase

    @Gość

    Prostokątne lusterka z zaokrąglonymi rogami pamiętam. Nie wiem, czy rogi/dziury były powodem, może po prostu okrągłe trudniej było rozbić, wiesz, jak z okienkami w samolotach Comet? :)

    Jezu, wiem, że było takie pismo Razem, ale nigdy nie miałam tego w rękach. U nas raczej było 3xP - Polityka, Panorama, Przekrój, a nawet, wydaje mi się, takie pismo Wici było, chyba ZSL-u, dziadek przynosił.

    Wesele na wideo na pewno jest autentyczne, przecież tak się wtedy "ekonomicznie" takie kawałki kręciło.


    @marekkrukowski

    "przyklepuje wszystkie rytuały zatwierdzające ważne wydarzenie społeczne, przekazanie żywego inwentarza z jednej rodziny do drugiej i unieważnia wszystkie ale"

    Chciłabym uwierzyć, że jest to tak przemyślane, ale jednak myślę, że powód jest prozaiczny, tirim dirim cośtam do ślubu iść, welonem, windą do nieba, zagraj mnie to pienkny Cyganie, a na drugom nuszke Małgośke tej od Jadom wozy kolorowe.

  • maciek_r10

    @okna samolotów Comet
    Miałem już się nie zgodzić w związku z oknami Cometów, bo tam pruło się poszycie kadłuba w którym okna były osadzone właśnie z uwagi na zbyt małe wyokrąglenia narożników, jednak zasadniczo charakter zjawiska jest taki sam. To koncentracja/spiętrzenie naprężeń albo działanie karbu; tak swoją drogą dzięki niemu szklarz np. "tnie" szybę "diamentem".
    Znów się w pierwszym wpisie zalogowałem anonimowo! Przepraszam za bałaganienie Ci na blogu.

  • johanna_haase

    @maciek

    Jakoś się domyślałam, że to Ty.

  • Gość: [Pg] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ciociu Johanno, cóż ja mogę napisać? Uwielbiam czytać te blogonotki, bo literacko to jest świetne, ale, niestety, za każdym razem utwierdzają mnie w przekonaniu, że złośliwy los istotnie rzucił mnie na mieliznę najgłębszej z głębokich dup, w których mogłem utknąć -- bo, faktycznie, przeintelektualizowane analizy Marka Krukowskiego są gówno warte, popularność tego songu naprawdę bierze się stąd, że moi współziomkowie nie potrafią zrozumieć trzech linijek śpiewanego tekstu...

  • zoon.pl

    Zawsze mnie irytował ten "krążek wciskany na rękę" i wyobrażałem sobie jak ktoś podmiotowi lirycznemu kładzie złotą monetę na przedramię i uporczywie naciska.

  • cunebardo

    @ dżinsy
    Przypomnę, że w owych czasach mówiło się "teksasy". Najbardziej pożądane były te portki (produkcji krajowej), które na tylnej kieszeni miały naszywkę z obrazkiem przedstawiającym kowboja z lassem na koniu.

  • johanna_haase

    @cunebardo

    "Jeans" był słowem kapitalistycznym, którego PRLowski normatyw nie mógł przyjąć, ukuto więc polską nazwę i Polską Normę na "materiał odzieżowy typu teksas". Nb. podobne normy dotyczyły np. "materiału odzieżowego roboczo-ochronnego", który przeszedł do historii pod swoim skrótem "moro", czy "materiał maskujący wzmocniony typu torlen ze ściegiem wzmacniającym", czyli płótno spadochronowe z syntetycznego jedwabiu w charakterystyczne zelone i brązowe plamy kamuflażowe.

    "Teksasy", czyli spodnie uszyte z materiału Teksas, były specjalnością jednego jedynego zakładu w Polsce - produkowano je w Zakładach Przemysłu Odzieżowego "Odra" w Szczecinie gdzieś od 1973, kiedy PRL pozyskał licencję na produkcję ścierającego się denimu. Wcześniej w tych samych zakładach produkowano podróbkę dżinsów z tzw. polskiego dżinsu nieścieralnego - był to materiał wprowadzony do Polskiej Normy jako "Arizona", wyglądał jak dżins tylko do pierwszego-drugiego prania, a potem niebieski kolor puszczał i spodnie wyglądały już niestety jak zwykły roboczy fartuch czy jak ogrodniczki hydraulika.

    Co mi sugeruje, że może trzeba o moro napisać.

    @zoon

    No więc ten krążek to obrączka, a nie jakiś obol. :)

    @ Pg
    Podzielam Twój pesymizm.

  • amatil

    @"a na drugom nuszke Małgośke tej od Jadom wozy kolorowe"

    No, ten numer jest obowiązkowy, jeśli panna młoda ma na imię Małgorzata. Też się pewnie mało kto w tekst wsłuchuje.

  • maciek_r10

    @Brak zrozumienia słów piosenki
    Przytrafiło się to również piosence "W Polskę idziemy". Wojciech Młynarski kiedyś zdegustowany mówił, że mu Narut Wyklenty zrobił z tego piosenkę biesiadną. No ale tu z kolei właściwy przekaz przykryty jest gorzką autoironią, więc to są już dla nas Himalaje.

  • johanna_haase

    Robi się z tego pomysł na Listę Przebojów Niezrozumianych.

  • maciek_r10

    @LPN
    Nie zapominajmy o kategorii utworów z tekstami tak głębinnymi, że nie da się ich zrozumieć. Zastanawiam się np. czy utwory typu: "Zegarmistrz światła" lub "Jaskółka uwięziona" zostały napisane z rozmysłem bełkotliwie bo twórcy wzięli pod uwagę to, że ludzie tu nie rozumieją generalnie co się im śpiewa, czy też jest to czysta grafomania (może wsparta substancjami odurzającymi) dopraszająca się o uwagę.

  • Gość *.icpnet.pl

    Ja mam wrażenie, że te wytarte prostokąciki w tylnych kieszeniach teksasów, to częściej wytarte były od legitymacji szkolnej lub biletu miesięcznego. W takich prostokątnych ramkach z poprzeczką pośrodku. Ale grzebyk był zawsze, a jakże...

  • johanna_haase

    @maciek_r10

    Chodzi mi po głowie pomysł na opus magnum objaśniające takie piosenki, ale chyba trzeba absyntu...

    @Gość

    Prostokątne wytarcia były po legitkach, ale okrągłe po lustereczkach z idolami...

  • Gość *.icpnet.pl

    A z lusterkiem, to taka historia:
    Mrzeżyno, polskie wybrzeże Bałtyku. Gdzieś tak połowa lat 70. " Wesołe Miasteczko ". Karuzela, Diabelski Młyn, huśtawki i takie tam. Oraz barakowóz z uchylaną boczną ścianą. A w nim, do wygrania: misie, lizaki, lalki, finki i odznaki szeryfa, dla starszych flaszka. Ogólnie syf i badziewie, no ale dla mnie, dziesięciolatka Jaskinia Alibaby. Są i lusterka, a na nich, domyślam się: Lollobrigida, Pierre Brice aka Winnetou, Mikulski, Gregory Peck itd. Od każdego fantu biegnie wstążka, niknąca gdzieś pod sufitem i przywiązana elegancką kokardą, już po stronie rozgorączkowanego dziesięciolatka. Fantów dzięsiątki, wstążek też, którą wybrać? Daję pieniążek, ciągnę. Jest! Lusterko! Hmmm.. mogło być gorzej. Podpity pan sięga po moją wygraną, a ja zastanawiam się kto będzie po drugiej stronie. Markiza Andżelika a może, jakimś cudem Clint Eastwood z Tylko dla Orłów. Pan przynosi. Ja odwracam.
    Grigorij Saakaszwilli.
    Syn Kominiarza Spod Sandomierza.
    Noż... Kur..... Mać!

  • Gość: [PolB] *.dynamic.chello.pl

    To ja się podejmuję tego absyntu dostarczyć. Mam w domu całkiem sporo, innych trunków takoż.

  • bartoszcze

    Ale przecież pan młody to w gruncie rzeczy ma w głębokim poważaniu którym jest wyborem, na weselu to rosół, flaszka i taniec, a potem baba do garów, łóżka i bachorów.

  • stalowyszczur

    ...no jakie szczęście, że blog wrócił... Ja tylko powiem, że mimo wszystko "Razem" (gazeta) była dostępna w regionie. Tylko trzeba było mieć tzw. teczkę w kiosku, bo ze względu na tzw. plakaty, porady dr. Starowicza i rzeczone "gołe baby" na ostatniej stronie znikało szybciej niż obecnie bilety na Metallice

  • johanna_haase

    @stalowyszczur

    Tak, masz rację, niejasno się wyraziłam. Razem oczywiście było dostępne w kioskach, nawet widziałam to parę razy z bliska, koldzy się ekscytowali i coś tam wycinali, w kanciapie od przysposobienia obronnego było tego pół ściany, tylko u nas w domu się tego nie czytało, bez żadnych pryncpialnych powodów, po prostu. Gołe laski to wiesz, ja w lustrze miałam, więc nie był to dla mnie aż taki szpas.

  • johanna_haase

    @bartoszcze

    no, do wytrzeźwienia na pewno tak, a jak potem znajdzie te listy adresowane do Klossa?

  • stalowyszczur

    ...no ale żeby plakatów nie wycinać? znaczy- wyjmować ze środka? I nie ślinić się do "Klubu Płytowego Razem"?

  • andsol-br

    Nie pamiętam czy to miało autora czy też wtopiło się bezimiennie w kulturę popularną:

    After films in Technicolor
    The world seems to be much duller.

  • johanna_haase

    @stalowyszczur

    Nie wiem, co było w klubie płytowym Razem, plakaty z ówczesnych gazetek raczej kojarzą mi się z Pet Shop Boys czy inną Sabriną. Ja najpierw byłam tak bardziej w kierunku Coltrane'a i Parkera, a potem płynnie poszłam w The Cult, The Clash, Dead Kennedys, PIL, The Cure, The Exploited, Siouxie and The Banshees. New Order to był zespół już trochę za popowy dla mnie. W gazetkach PRLowskich najbardziej alternatywne rzeczy to było The Police albo Depeche Mode.

  • maciek_r10

    @zespoły
    Mnie się udało kiedyś trafić na zdjęcie Led Zeppelin i Pink Floyd (wtedy "The Wall" akurat wyszło). W dziale muzyki pop to ztcp były jakieś analizy krytyczne dokonań konkretnych formacji (pamiętam głównie art rocka bo to mnie akurat wtedy interesowało, typu King Crimson czy Genesis) oraz zachodnich nowości wydawniczych. Traktowałem to jako część mojej edukacji bo nie miał mnie kto w moim miasteczku na Podkarpaciu oprowadzić po tej części pop-kultury. Wiele zespołów znałem przez dłuższy czas tylko z tych artykułów zanim dane mi było po raz pierwszy coś z ich kompozycji posłuchać. Fascynowałem się więc muzyką definiującą epokę która właśnie przeszła do historii. No ale ja wtedy jeszcze nie znałem angielskiego więc chcąc nie chcąc też słuchałem bez rozumienia o czym śpiewają.

  • Gość: [gnom_opluwacz] *.dynamic.chello.pl

    Tekst bardzo fajny, ale chyba troche nie podkreśla beznadziei sytuacji bohaterki. Przecież tam jest wszystko nie tak, jak być powinno - dziewczyna wychodzi za mąż, bo tak wypada, bo rodzice, bo ma pewnie ze dwadzieścia pięć lat i jak męża nie złapie, to na zawsze będzie szła przez życie sama, no wszystko to, co jeszcze się mogło dziać w latach 70.
    To wciskanie krążka na rękę, jakieś takie bezosobowe, do tego w liczbie mnogiej, snadź nie tylko facet, ale cała rodzina, albo i obie naciskały.

    No i sam koniec, ta winda do nieba. Nie wiem czemu, ale zawsze mi się kojarzyło to z francuskim filmem - z 58', czyli pewnie w PRL mógł być w latach 60. - "Windą na szafot". Jakoś to tak brzmi, ona jedzie i jedzie tą windą do jakiegoś pokoju hotelowego, albo po prostu do M3 męża, na dwudziestym piętrze w jakimś gierkowskim bloku i wygląda to jak ostatnia scena "Harry Angel".

    Brrrr, tak w sumie, nie mam pojęcia, jak to mogło wylądować na weselach. Albo być zgoła piosenką do pierwszego tańca.

  • bartoszcze

    A cóż małżonka będą obchodziły rzewne kawałki z przeszłości. Tu i teraz się liczy.
    To nie tylko sewentisy, tak samo wyglądało w "Koglu-moglu", z obecną polską kulturą masową nie jestem na czasie.

  • maciek_r10

    @bartoszcze
    Życie na polskiej wsi to nieustający spektakl odgrywania tych samych ról: Męża, Żony, Księdza (jeśli kogoś nie ciągnie do kobiet) i Głupka Wioskowego (jeśli ktoś nie pasuje do wcześniej wymienionych szablonów). Z praktyki wiadomo, że wchodzenie w swoje role jest trudne ale ostatecznie każdy, prędzej czy później, będzie swoją grał i akceptował.
    Szczególnie pouczające jest więc pojawienie się zakłóceń w takich społecznościach. To właśnie o takich anomaliach mówią świetne relacje opisujące np. słynną zbrodnię w Zrębinie (parę lat temu czytałem świetny wywiad z Wiesławem Łuką), zbrodnię na rodzinie Trynczerów w Gniewczynie opisana przez Tadeusza Markiela, całą serię zbrodni o charakterze czystek etnicznych na Podlasiu w 1941 roku, sprawa księdza z Tylawy itd. Ostatnim akordem (i jednocześnie sposobem na utrzymanie takiej patologii) jest ostracyzm, pogróżki, podpalenia przez nieznanych sprawców, spotykające tych, którzy mieli odwagę uderzyć na alarm. To pole eksploracji, które sobie bardzo upodobał np. Wojciech Smarzowski.
    Myślę, że to właśnie to panujące po wsiach przekonanie, że te role są wpisane w mechanikę sfer niebieskich, sprawia, że można nie wgłębiać się w znaczenie słów tej piosenki.

  • Gość: [Haji] *.centertel.pl

    Sami chcieliśmy mieć swoją piosenkę na naszym ślubie (cywilnym, bez ZŁEGO wesela) ale można było mieć tylko marsz syna Mendla. Szkoda, bo "Danger! High Voltage!" mogło dać czadu. Sami byliśmy zrobieni w latach siedemdziesiątych i paru naszym znajomym musieliśmy wytłumaczyć, że to nie jest dobra piosenka weselna ("Woman in love" Barbary też nie).

  • johanna_haase

    @ wszyscy

    Pozwoliłam sobie na małą edycję, a właściwie na spore rozwinięcie tego tekstu, bo mnie męczyło, że nie wszystko napisałam.

    @ Haji

    W zasadzie można by rozwijać wątek w kierunku "jak ludzie kompletnie od czapy rozumieją teksty piosenek", i tu wspomnany już "I don't like Mondays" Geldofa czy "Russians" The Police.

  • maciek_r10

    @Russians
    To raczej z repertuaru solowego Stinga "The Dream of the Blue Turtles". Pierwsza płyta z której teksty sobie przetłumaczyłem zaraz jak się pokazała na rynku.

  • shigella

    O hesus, tak.
    Od czasu kiedy pierwszy raz wysluchalam utworu, zastanawialam sie wspolnie ze znajomymi co na bora szumiacego kieruje ludzmi, ktorzy puszczaja piosenke na weselach

  • Gość: [Dardud] *.adsl.inetia.pl

    Na naszym z małżonką weselisku jako pierwsze puściliśmy - cóżby innego - "Wyszłam za mąż, zaraz wracam". Odpukać, za miesiąc 20 rocznica.

  • Gość: [Hania] *.cm-12-1a.dynamic.ziggo.nl

    Pamiętam, jak oniemiałam ze zdziwienia, słysząc tę piosenkę na jakimś weselu. Mnie osobiście kojarzyła się ona zawsze z "Bema pamięci żałobnym rapsodem" , pewnie ze względu na tego konia do taktu zamiatającego ogonem i "Mendelssohnem" stukającymi kopytami....

  • Gość: [bloodorange] *.dynamic.chello.pl

    Dziękuję za analizę, ale serdecznie potelepało mnie info o mutacji - oczy Jackie K. od zawsze wydawały mi się mocno niepokojące (no ale nie jestem grupą docelową), nie wiedziałam, że jest na to "wzór".

  • johanna_haase

    @bloodorange

    No cóż, jak pogrzebać, to każdą cechę da się owzorcować. Trochę traci się romantyzmu. Jak popatrzysz np. na kolejne miłości Aristotelesa Onassisa, to te rozstawione szeroko oczy są pewnym stałym elementem wyboru. Potem trudno się dziwić, kiedy okazuje się, że w określonych sferach hemofilia albo retinopatia są dziedziczone razem z nazwiskiem.

  • doc.hunter

    Moja sugestia do następnego odcinka: "Boskie Buenos".

  • Gość: [Rykoszetka] *.ssp.dialog.net.pl

    Niesamowicie interesujący wpis!

  • johanna_haase

    @Rykoszetka

    Dziękuję, mi też się podoba. ;-)

    @doc.hunter

    Hmmm, dobry pomysł. Ale najszybciej będzie Lady Pank "Tańcz głupia, tańcz".

  • magister.sianko

    @"Tańcz głupia tańcz"

    A przechodziłem niedawno obok "Maxima" w Gdyni :D

Dodaj komentarz

© Haasanki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci