Menu

Haasanki

Debunkujemy rzeczywistość codziennie od 8:00 do 23:00

Projezdnoj!

johanna_haase

edinij_proezdnoj_1983_fevral

Wchodząc z miesięcznym zawsze trzeba było go pokazać innym pasażerom, można było krzyknąć też "projezdnoj!", ale bilet trzeba było pokazać, chwilę potrzymać, żeby passażyry mogli dostrzec, czy na pewno mamy tam nadrukowane, dajmy na to, janwar 1975, czy może jeszcze próbujemy na diekabrowym 1974 się przesmyknąć. Za fałszowanie biljeta można było i sześć lat dostać.

 

W latach 70. w Moskwie bilet komunikacji miejskiej kosztował jakieś 5 kopiejek (a przyzwoita pensja wynosiła 150-200 rubli). Na tramwaje było taniej, 3 kopiejki, ale zostańmy przy autobusach.

Ten bilet za 5 kop. był sprzedawany w autobusach i trolejbusach w takich specyficznych, no, raczej skarbonkach, a nie kasownikach. Od góry się wrzucało do dziurki pięć kopiejek, a od dołu z kołowrotka odwijało się jeden bilet i urywało z rolki.

Były też te bilety drukowane na buroszarym papierze zbliżonym do pakowego i zadrukowywane jednym ohydnym rozmazanym nadrukiem, czerwonym lub zielonym, wyglądały na zużyte już od nowości, jakby je dziecko stemplem z kartofla robiło na resztkach torebki po cukrze. (Polskie bilety komunikacji miejskiej z lat 70., te do odbijania w dziurkujących kasownikach, a potem do kasowania w kasownikach autobusowych z datownikiem, były przy tych sowieckich wzorem zachodniej elegancji poligraficznej.)

 

Prawomyślny obywatel powinien był mieć te 5 kopiejek w monetach po 1 kopiejce - żeby wszyscy wokół widzieli i słyszeli, że wrzucił właściwą kwotę. Oczywiście wrzucenie dwóch dwójek i jedynki, czy wręcz całej piątki nie było niczym złym, ale jednak budziło zainteresowanie, bo a nuż ty, batiuszka, nie tak dokładnie przed socjalistyczną ojczyzną się rozliczasz, i kto tam ciebie wie, może wrzuciłeś piątala, a może i guzik mosiężny.

Zerwany z rolki bilet należało zachować do kontroli, a po wyjściu z pojazdu wyrzucić do kosza na bilety.

Teoretycznie możliwe było zatrzymanie biletu i jazda na nim wielokrotnie, no, ale wtedy ryzykowało się, że w następnym autobusie passażyry-paputcziki zauważą, że nie wrzuciliśmy i nie odwinęliśmy z rolki, i że po prostu wstaną i pójdą do kierowcy, a znajetie, tawariszcz wodzitiel, a tamten, o, grażdanin biljeta nie pakupił, i pochwycą, i milicjanieru wydadzą, i trzy miesiacza za chuligaństwo. Teoretyczną przeszkodą mógł być też numerek nadrukowany na bilecie - seria naszego biletu mogła się różnić od serii na rolce z biletami w autobusie, ale to akurat był słaby element, wszystkie te bilety nieustająco miały jakieś ośmiocyfrowe numerki i nikt nie wiedział, według jakiej logiki te numery od 1926 roku idą.

715609700Teoretycznie możliwe też było odwinięcie bilecika z rolki bez wrzucania pięciu kopiejek, ale wtedy by na pewno ktoś pociągnął za sznureczek alarmu, ktoś by pochwycił, ktoś by milicjaniera wezwał. I za to już trzy lata można było dostać w jakiejś dalekiej republice. Nie żeby od razu jakiś gułag na skalę Biełomor Kanału (kudosy dla Kelusa), ale nawadnianie pól bawełny albo budowa Bajkalsko-Amurskiej Magistrali Kolejowej w ochotniczej brygadzie stroitielnej jak najbardziej wchodziły w grę. W zasadzie i Maskwa, i Magadan zaczynają się na Ma, ale living comfort jednak dramatycznie różny.

Lepiej było jechać na gapę, niż ukraść bilet. Za jazdę na gapę, czy też, jak mówili w Moskwie, "na zająca", płaciło się na miejscu mandat w wysokości 1 rubla - o ile się zostało złapanym. Rubel to nie było mało, ale z drugiej strony, niewielu tego rubla faktycznie płaciło, bo niewielu dawało się złapać konduktorowi. Po prostu presja współpassażyrów powodowała, że "zając" wolał wyskoczyć w biegu, niż kontynuować jazdę pod czujnym okiem i wobec docinków. Ci, którzy zostali jednak złapani, mogli też liczyć na publiczne potępienie, patrzcie, oto człowiek, który chciał naszą socjalistyczną ojczyznę okraść na pięć kopiejek. Pięć kopiejek. To mniej więcej, w sile nabywczej, było tyle, jakby dziś bilet miejski w Wawie kosztował jakieś 50 groszy. Prasa mogła opublikować zdjęcie takiego, a ochronę wizerunku i dóbr osobistych władza i współgrażdanie mieli wówczas oczeń głuboko w żopie.

Więc wszyscy wrzucali te 5 kopiejek i odwijali bilecik z rolki.

Bilety miesięczne zwane "jedinyj" na wszystkie środki transportu za 6 rubli przyjmowały się z trudem, prasa co jakiś czas pisała o przezabawnych incydentach, kiedy gieroj raboty Iwan Iwanowicz Gołkow, księgowy ze zjednoczenia maszynowego, został omyłkowo pochwycony i wydany patrolowi Gosudarstwiennoj Awtoinspiekcji, albowiem passażyry paputcziki nie wiedziały, że ma miesięczny. Trudno jednak im się dziwić, bo Iwan Iwanowicz wsiadł do autobusu zaczytany, zamiast, jak prawdziwy sawieckij czeławiek, powiedzieć "dzień dobry, grażdanie, u mienia jest miesiacznyj biljet" i elegancko go pasażerom pokazać. Na pewno drugi raz pamiętał.

Wchodząc z miesięcznym zawsze trzeba było go pokazać innym pasażerom, można było krzyknąć też "projezdnoj!", ale bilet trzeba było pokazać, chwilę potrzymać, żeby passażyry mogli dostrzec, czy na pewno mamy tam nadrukowane, dajmy na to, janwar 1975, czy może jeszcze próbujemy na diekabrowym 1974 się przesmyknąć. Za fałszowanie biljeta można było i sześć lat dostać.

Nawet, kiedy nie miał kto zakapować, i tak trzeba było pokazać kierowcy. Niby nie trzeba było, ale trzeba było, niby się szło, że jakby nigdy nic, ale ten bilet się trzymało, żeby tawariszcz wodzitiel jednak widział, a widział, bo przecież wysiadać wolno tylko przodem, a wsiadać tylko tyłem i środkiem. O niedostosowanych wrogach systemu czasem grażdanie mówili, a Sasza, znajesz, on to taki człowiek, że tyłem by z autobusu wysiadł.

A piszę o tym, bo wtedy mnie to zdumiewało, w tym 1975 czy 1976, a dziś myślę sobie, że to ciekawe, i że o tym nie wiecie.

Johanna Haase

 

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • andsol-br

    Jak to dobrze, że ktoś pamięta te znaczące szczegóły. To znaczy: że Ty pamiętasz.

    I wyrazy uznania: ile dramatyzmu odnalazłaś w tych kawałkach papieru!

  • johanna_haase

    @andsol-br

    Wiesz sam, jak szybko ginie pamięć o rzeczach zwykłych, a potem o zwykłych ludziach, a potem zostaje już tylko data jakiejś bitwy albo koronacji. DzIś jesteśmy w stanie wymienić ustawienia armii pod Azincourt, ale na pytanie "co jedli i pili na co dzień Polacy w latach 1850-1950" naprawdę mało osób zna odpowiedź.

    Mój syn czyta, że podróż przesiedleńców z Wołynia na Dolny Śląsk trwała sześć tygodni i pyta, helou, jak to, pociągiem? w lecie? 600 km? Przecież na piechotę by doszli. A ja mu mówię, że pociągiem z Katowic na Mazury w 1984 się jechało 12 godzin, i że trzeba było spać w kiblu, i znów niedowierzanie, przecież to niemożliwe.

    I jest w tej historyjce o biletach jeszcze jeden przekaz, taki trochę bardziej aktualny, oby nie, ale jednak obawiam się, że coraz aktualniejszy, patrzę, czytam, i przypomina mi się to natężone oczekiwanie, czy pięć razy brzęknie moneta w moskiewskim kasowniku.

  • arturjac

    Wiedziałem o tym co nieco z relacji Kopalińskiego z lat 60.:

    "W pojazdach naziemnych wrzuca się pieniądze lub bilet (kupiony w kiosku) do szklanej skarbonki, po czym odrywa się bilet właściwy z rolki, takiej jak u nas w kinach. Kontrola jest społeczna, tzn. inni pasażerowie powinni (przynajmniej w teorii) popatrzeć, czy sąsiad wrzucił to, co należy. Także posiadacze biletów miesięcznych wyjmują je z kieszeni i wznoszą nad głowę. Kiedy autobus pustawy, wygląda to jak okazywanie biletu niewidzialnej bogini unoszącej się pod sufitem, jakiejś Nike z Najwyższej Izby Kontroli Eksploatacji."

  • maciek_r10

    @johanna
    Fajnie, że znów jesteś!
    Tak się złożyło, że pracę zawodową zacząłem jeszcze w PRL-u w Wielkim Kombinacie w centralnej Polsce. Produkcja miała charakter zbrojeniowy i te zabawki, które tam klepaliśmy były na licencji i w kooperacji z ZSRR, więc mieliśmy na zakładzie nawet przedstawiciela licencjodawcy, całkiem sympatycznego zresztą (jak się później przekonałem) młodego człowieka i dobrego fachowca. Zdaje się, że nie znał polskiego, ale i tak wszyscy z naszego biura mówili po rosyjsku więc właściwie on już nie musiał; dzisiaj wydaje mi się rzeczą dziwną, że ta umiejętność jest w zaniku i np. z załoga rządowego samolotu tylko jedna osoba zna rosyjski (i to nie za dobrze).
    W ramach kooperacji moi starsi koledzy wyjeżdżali do ZSRR służbowo więc mnie, młodego, uświadamiali, że tam istnieje społeczna kontrola biletów i dla tubylca, nawet Bogu ducha winnego, to może się skończyć nieprzyjemnie. Koledzy czasami starali się skorzystać z przywileju innostranca i w przypadku np. znacznego ścisku w Moskwie potrafili wygospodarować sobie trochę przestrzeni oddechowej, rzucając z uśmiechem do rosyjskich kolegów jakiegoś suchara w stylu: "w Nowostiach niet nowostiej a w Prawdie niet prawdy".
    W ten sposób uzyskiwali efekt odwrotny do przeciętnie spotykanego, po puszczeniu takiej bomby robiło się nagle wokół nich miejsce a poputcziki zamiast wgapiać się czy taki dowcipniś kupuje prawidłowo bilet, nagle patrzyli w inną stronę jakby im ta ich igła magnetyczna się wtedy jakoś psuła, atmosfera stawała się nieco napięta. Czasem rosyjscy gospodarze ich prosili przyciszonym głosem gdzieś na stronie, żeby tego więcej nie robili.

    @drobiazgi o których się zapomina
    Olśniło mnie to kiedy przeglądałem Twoje Szlunskie Anzajgi, że to przecież kopalnia niezwykłych informacji bardzo przydatna dla wszelkich twórców pragnących coś realistycznie opowiedzieć o tamtych czasach w tamtym kawałku Europy.

  • johanna_haase

    @maciek
    @arturjac

    No cóż, jak widzę, robi się z tego blog dla mocno średniego polokelnia. :-)

  • Gość *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    @johanna
    Ciągle mi się wydaje, że ten nieuchronny etap nudzenia z powodu zbyt długiego życia mam jeszcze przed sobą, więc to już?

  • johanna_haase

    @Gość

    Bardzo możliwe, ale jednak zacznij już sobie spisywać te obrazki z przeszłości.

  • Gość *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl

    @johanna
    To, że się zalogowałem jako "Gość" powyżej tylko potwierdza Twoją diagnozę.

    Wierzę jednak, że zanim do tego dojdzie, zanim się ugniemy ostatecznie pod ciężarem trosk bardziej trywialnych, jeszcze mamy ten krótki czas na refleksję. To pewnie jest taki etap rozwoju osobniczego, kiedy narasta w nas przekonanie, że podległy ciągłej transformacji świat przemykający przed naszymi oczyma, warto uchwycić w formie "prawdziwej".
    Gdzie jednak ta prawda zalega w stanie nierozcieńczonym? Szuka się jej na zdjęciach i właśnie przedmiotach, które wypadły z obiegu bo wygasł kontekst nadający kiedyś sens ich istnieniu. Potrafisz to oddać bardzo przekonująco. Z tych odkurzonych przez Ciebie drobiazgów da się przecież poprowadzić linie z których nakreśli sobie Twój czytelnik, w jakichś nieostrych konturach, nawet zarys Wielkich Procesów Historycznych.

  • maciek_r10

    "To śpiewałem ja, Jarząbek." (dlaczego blox mnie nie loguje automatycznie?)

  • Gość: [StefanMikes] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Bardzo ciekawy artykuł. Warto dodać, że w krajach skandynawskich również pokazuje się bilet okresowy kierowcy, współcześnie.

  • johanna_haase

    @StefanMikes

    No, kierowca to jest urzędowa figura, ale społeczna kontrola miesięcznych przez współpasażerów? :-)

  • Gość: [t.g] *.dynamic.chello.pl

    @społeczna kontrola miesięcznych

    Nie tak dawno temu, kiedy w użycie wchodziły miesięczne na kartach zbliżeniowych, w warszawskich środkach komunikacji zbiorowej wisiały plakaty przypominające o tym by zbliżyć ową kartę do kasownika i wśród wielu pozytywnych aspektów tejże czynności wymienione było pokazanie współpasażerom że płacisz za przejazd. Takie było przesłanie, to raczej nie dosłowny cytat, bo z pół godziny szukałem tego w internetach i nic (a może nie nie umiem w google), więc nie tylko tam i nie tylko w tamtych czasach ;)

  • johanna_haase

    @t.g.

    Pamiętam tę propagandę, ale ja odbierałam to bardziej jako wsparcie akcji promocyjnej i edukację, żeby ludziom pokazywać, jak teraz działają karty zbliżeniowe, a nie formę społecznej kontroli.

  • arturjac

    @johanna_haase

    W moim wypadku to raczej średniawego pokolenia (choć lata lecą), a ten Kopaliński to efekt skłonności do grzebania w starociach. Dzięki za wzbogacenie tego dość skrótowego opisu!

Dodaj komentarz

© Haasanki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci